Spis

Blog autorski grupy Ailes

5 lutego 2015

Wyznania rozważnej i romantycznej [10] (Sil)

Zapraszam na kolejny rozdział mojego opowiadania. Miłego czytania :) S. 
10.   
Wróżby, czary i w ogóle cała ta magiczna otoczka była dla mnie, co najmniej lekko naciągana. Jako racjonalistka nigdy nie udałabym się na wróżenie z ręki, fusów, kryształowej kuli, czy kart. Nawet horoskopy umieszczane w kolorowych magazynach omijałam szerokim łukiem, bo po prostu nie wierzyłam, że mogą powiedzieć prawdę. Uważałam, że osoba, które je tworzy ma po prostu bujną wyobraźnię i wymyśla to, co ludzie chcieliby przeczytać. Horoskop na wakacje, czy wróżba noworoczna to według mnie czysta komercja przyciągająca naiwne czytelniczki, nic więcej. Jednak szczególnie denerwowały mnie kobiety zaczepiające przechodniów na ulicy, oferujące im różnego rodzaju wróżby. Zwykle nosiły kolorowe stroje, miały czarne, długie włosy i śniadą karnację.
Ja też pewnego dnia spotkałam kobietę, która wróżyła z kart. Jednak ona była zupełnie inna. Przypominała bardziej dobroduszną babcię z bajki Walta Disneya niż cygankę.
Coś podpowiadało mi by jej uważnie wysłuchać…
Tak też zrobiłam, ale czy słusznie? Może przyszłość powinna pozostać tajemnicą?
  
*****
     Uśmiechnięci, szczęśliwi, po prostu zakochani. Szli powoli, bez zbędnego pośpiechu, nie zwracając uwagi na otaczający ich zewsząd gwar. Dla nich świat i inni ludzie nie byli już tak potrzebni do egzystencji jak kiedyś. Liczyli się oni. Zapatrzeni w siebie, wsłuchani w ukochaną osobę, w bicie jej serca i dźwięk wypowiadanych słów, przemierzali ulice Nowego Jorku, aż dotarli do celu - ogromnego parku z niezliczoną ilością ścieżek. Po przejściu kilkunastu metrów usiedli na rzeźbionej, drewnianej ławce, można powiedzieć, że na ich ławce. Ona i rozłożysty dąb towarzyszyli im już od wielu lat. Widzieli jak spacerują po parku, śmieją się, cieszą życiem, ale też i płaczą. Byli niemym obserwatorem ich życia, tych dobrych i złych chwil. Jednak ani ławka, ani drzewo nie mogły nic powiedzieć. Służyły tylko jako przystań, miejsce, gdzie mogli swobodnie porozmawiać, albo po prostu usłyszeć własne myśli.

Tamtego dnia niebo było zupełnie bezchmurne, a promienie słońca nieśmiało przedzierały się przez korony rosnących w rzędach drzew. Gdzieniegdzie było słychać śpiew ptaków, czy rechot żab dochodzący z pobliskiego zbiornika wodnego. Na kwitnącej roślinności natomiast usadowiły się owady zbierające z niej nektar. Z pozoru panował tam istny rozgardiasz, jednak był on niczym w porównaniu ze zgiełkiem w centrum miasta. W parku wszystko toczyło się jakby w zwolnionym tempie, bez zbędnego pośpiechu czy rywalizacji. Zupełnie jakby znajdował się w innej czasoprzestrzeni.

Tak właśnie czuli się też Nicole i Alex. Po prostu siedzieli na ławce, trzymając się za ręce i rozmawiając. Tematy do dyskusji wydawały się im nie kończyć, mimo tego, że znali się niemal od podszewki. Jednak ich rozmówki nie były tylko spokojną wymianą zdań, często wręcz przeciwnie, przypominały kłótnie pomiędzy małżonkami ze sporym stażem. Powodem był często różny punkt widzenia, odmienna opinia na dany temat, inna interpretacja filmu, czy książki. Jednak ich drobne sprzeczki zawsze miały ten sam koniec. Tak jak po burzy, zawsze jest słońce, tak po ostrej wymianie zdań, przychodziło pogodzenie. I znów zaczynali spokojnie rozmawiać. Tym razem temat zszedł na czasy młodzieńczego buntu panny Clarks i Matthews.

- Kochanie, jak przypomnę sobie jak wtedy wyglądałyście z Laurą, to aż mi ciarki po plecach przechodzą – powiedział prowokująco Alex.
 - No coś ty… Przecież glany, czarne ubrania, ostry makijaż i niebanalne fryzury wcale nie były takie straszne. Czasami mam ochotę wrócić do tamtego stylu – stwierdziła, zadziornie się uśmiechając.
 -Ani mi się waż. Zdecydowanie wolę twój obecny wygląd, a już na pewno te krótkie spodenki… - oznajmił, przejeżdżając palcami po udzie dziewczyny.
 - Ach tak? Ja za to chętnie widziałabym cię bez tej koszuli… - powiedziała, sugestywnie poruszając dłonią wzdłuż linii guzików.
 - Coś mi się wydaje, że jednak z tej niegrzecznej dziewczynki coś w tobie zostało – stwierdził, grożąc jej palcem, niczym dziecku, które zbiło porcelanową figurkę.
 - Oj tak… Dobrze, jestem już grzeczna, proszę pana.
 - Moja prowokatorka… nawet nie wiesz jak Cię kocham.
 - Wiem i czuję to samo – powiedziała, wtulając się w ramiona mężczyzny.

Położył głowę na jej ramieniu, zagłębiając twarz w jej włosy. Pewnie tkwiliby tak jeszcze jakiś czas, jednak głośny chichot przerwał im tę intymną scenę.

- Widzisz? Co oni by bez nas zrobili? – spytała dziewczyna.
 - Na pewno by tu teraz nie siedzieli – odpowiedział.

Nicole popatrzyła przez moment na nich wzrokiem, który mógłby zabijać, lecz po chwili, z gracją baletnicy zeskoczyła z kolan Alexa i już z uśmiechem na ustach powiedziała:

- Bardzo śmieszne. Ale tak całkiem serio, to dziękuję.
 - W końcu od czegoś są przyjaciele – rzucił Chris, ściskając dłoń  Matthewsa. Laura i Nicole w tym czasie złożyły na swoich policzkach symboliczne trzy całusy.

- O siostrzyczko, wspominałem właśnie z Niki okres waszego czarnego buntu – powiedział zadziornie Alex.
 - No chyba żartujesz… Przecież jak teraz pomyślę, że w mojej szafie wisiały same ciemne rzeczy, to aż mi ciarki po plecach przechodzą, to było okropne. Ale kto mnie namówił na tą potworność? Oczywiście twoja dziewczyna!
 - Ja? Nie rozśmieszaj mnie, ty pierwsza zaciągnęłaś mnie do sklepu żeby kupić te ciężkie buty!
 - No dobra, może i ja… ale ty uparłaś się, by ponad rok paradować w takim stroju!
 - No bo zauważyłam, że komuś się w tym podobam…
 - Komu? – spytał zdezorientowany Alex
 - Tobie – powiedziała Nicole, po czym zaczęła się śmiać z miny, jaką zrobił jej ukochany. Po chwili cała czwórka zanosiła się głośnym śmiechem.
  
Gdy wszyscy zdążyli się uspokoić, dziewczyny zaproponowały spacer nad staw, by pokarmić pływające po nim kaczki. Mężczyźni w tym czasie ucięli sobie pogawędkę o nowościach w dziedzinie motoryzacji. One zaś jak to kobiety, rozmawiały o modzie, kosmetykach i podobnych sprawach.

Karmienie kaczek szło im sprawnie. Te piękne ptaki z wdziękiem podpływały do brzegu, by wyłowić rzucony w wodę kawałek chleba. Sprzedawała go pewna starsza pani, która ciepłym uśmiechem i dobrodusznym wyglądem zachęcała do dokarmiania głodnych zwierząt. Każdy, kto posiadał choć cień dobroci nie mógł przejść obok niej obojętnie i nie wspomóc zarówno kobiety jak i kaczek, szukających u ludzi współczucia.

Gdy dziewczyny miały już odchodzić od wody, usłyszały jakiś dziwny hałas. Duży, czarny pies wpadł z impetem na stoisko starszej pani, przewracając stolik, a także samą kobietę. Biedna staruszka upadła na ziemię, krzycząc z zaskoczenia, lecz potem i z bólu. Zaalarmowana Nicole podbiegła do niej, sprawdzić, czy aby nic jej się nie stało. Kobieta posłała jej wdzięczny uśmiech, gdy ta kucnęła obok niej, z troską wymalowaną w zielonych oczach. Zdziwił ją fakt, że wśród młodych ludzi znajdzie się jeszcze jakaś bezinteresowna osoba.

- Nic się pani nie stało? – spytała dziewczyna.
 - Chyba nie, pomóż mi tylko wstać, kochanie – poprosiła.
 - Oczywiście – odpowiedziała Nicole, delikatnie podnosząc kobietę.
 - Dziękuję – powiedziała i na chwilę jakby odpłynęła patrząc na Niki, po czym wyjęła z kieszeni fartucha talię kart.

Clarks wyraźnie zdziwił ten gest, jednak nic nie powiedziała, czekając na słowa staruszki.

- Wróżąc, chciałabym ci wynagrodzić twoją dobroć. Wyjmij proszę z talii pięć kart, a dowiesz się, co spotka cię w niedalekiej przyszłości.

Dziewczyna podeszła sceptycznie do słów kobiety, jednak zrobiła tak jak ta jej poleciła, wyjęła odpowiednią ilość kart i podała jej wszystkie. Karty przedstawiały zarówno figury jak i liczby. Wśród figur znalazł się król kier, as karo i as trefl. Natomiast karty oznaczone liczbami to: ósemka i dziesiątka pik. Każda z nich podobno coś oznaczała, lecz Nicole nie wiedziała co. Mogła liczyć tylko na umiejętności starszej kobiety. Lecz ta, po odczytaniu kart spojrzała nieodgadnionym wzrokiem na Nicole, po czym powiedziała:

- Hmm… Kochasz i jesteś kochana… Czeka cię wiele zmian… i próba… od niej zależy bardzo wiele. Znajdź w sobie siłę. Miłość będzie twoim drogowskazem. Podążaj za nią, a kłody rzucane pod twoje nogi tylko cię umocnią. Jeszcze jedno – miej wiarę, będzie tak, jak musi być. Uważaj na siebie, drogie dziecko.

Nicole, nie wiedząc czy ma o coś zapytać, czy nie, po prostu odeszła od staruszki, napotykając na zdziwiony wzrok przyjaciółki.

- Co ona robiła? Wróżyła ci? – spytała z niedowierzaniem Laura.
 - Tak, ale to było dziwne. Ona po prostu mówiła jakby doskonale wiedziała, co wydarzy się w moim życiu. Mówiła raczej dobre rzeczy, tylko…
 - Tylko co?
 - Wydaje mi się, że nie powiedziała wszystkiego…
 - Jak to? – zapytała, marszcząc brwi.
 - Zwyczajnie, jakby to, co zobaczyła nie było dobre…
 - Skąd wiesz? Przecież ty nawet nie wierzysz w horoskopy.
 - Nie wiem, po prostu mam przeczucie… Możesz się ze mnie śmiać, ale jej wierzę… Wracajmy już – dodała jeszcze, po czym podbiegła do swojego mężczyzny. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze mile widziane...