Spis

Blog autorski grupy Ailes

20 lutego 2015

Iluzjon (Noemi Vain)



Drodzy czytelnicy, to ostatni rozdział Iluzjonu, który wstawiam na bloga. Ciąg dalszy znajdziecie tutaj: http://chomikuj.pl/Ailes/*e2*99*9b+BIBLIOTEKA+*e2*99*9b/Iluzjon+*c2*a9


10. Plotki i skandale


Poniedziałkowa pogoda nie zachęcała do wyściubiania nosa z domu. Nabrzmiałe chmury ociężale wisiały na ciemnym niebie, zwiastując nadchodzącą ulewę. Zupełnie jakby natura próbowała odciągnąć mnie od pójścia do szkoły. Niestety nie miałam wyboru. Zaszycie się w czterech ścianach i unikanie Jareda nie było żadnym rozwiązaniem. Obawiałam się tego, co miało nastąpić. Zdawałam sobie sprawę, że nic nie będzie jak dawniej. Koniec z lunchami przy tym samym stoliku, z tym samym kręgiem przyjaciół i wspólnymi wyjazdami. Nasi znajomi, chcąc nie chcąc, musieli wybrać po czyjej stronie staną, mojej czy Picoulta. Nie mogłam mieć o to do nich pretensji, taka była naturalna kolej rzeczy. Jednoczesne przyjaźnienie się z dwoma osobami, które nie chcą przebywać w tym samym pomieszczeniu było niewykonalne.
Przyjechaliśmy z Oliverem przed szkołę jak co dzień. Nigdzie nie dostrzegłam samochodu Christiana, chociaż zazwyczaj o tej porze już był na swoim miejscu parkingowym, znajdującym się bardzo blisko wejścia do budynku, w strefie, w której tylko wybrani mogli zostawiać swoje auta. Część mnie poczuła się rozczarowana, miałam nadzieję, że zobaczę tę rozwichrzoną blond czuprynę i spojrzę w lodowate oczy, w których czasem pojawiały się intrygujące iskierki.

Zanim zaczęłabym się nad tym głębiej zastanawiać, odepchnęłam natrętne myśli na obrzeża swojego umysłu. Dopiero skończyłam z Jaredem, to nie był najlepszy moment żeby wplątać się w coś nowego. Tym bardziej jeśli miałoby to angażować Deveraux, z którym nic nie było proste, a ja nie mogłam pozwolić sobie teraz na skomplikowane złamanie serca.

Potrząsnęłam głową, wracając do rzeczywistości i deszczowego liceum w Appleton, które przypominało obóz karny stworzony specjalnie dla mnie. Parking był praktycznie pusty, nie licząc kilku osób chroniących się w swoich samochodach lub pod parasolami oraz Cassidy stojącej na deszczu obok swego żółtego kabrioletu, ignorującej lejące się z nieba strugi wody. Coś musiało zająć jej myśli do tego stopnia, że nie zwracała uwagi na otoczenie.

Nie spojrzała na mnie, kiedy opuściłam jeepa należącego do Westa i podeszłam do niej na wyciągnięcie dłoni. Dopiero klepnięcie w ramię wyrwało blondynkę ze swoistego transu. Zerknęła na mnie przepełnionymi współczuciem oczyma, a ja nie miałam pojęcia, co mogło wywołać jej zachowanie.

– Co się dzieje, Cass? – zapytałam drżącym głosem, do którego przedarł się cień obawy. Podeszłam jeszcze bliżej dziewczyny tak, że i ona znalazła się pod moim parasolem.

– Tak mi przykro. – Blondynka zarzuciła ramiona na moją szyję, przywierając do mnie całym ciałem. – Nie wiedziałam, że ten kretyn Jared do tego się posunie. Nadal nie mogę wyjść z szoku – wyjąkała.

W jednej chwili moje mięśnie napięły się, a ja zastygłam w bezruchu. Skąd Cassidy mogła wiedzieć o wydarzeniach piątkowego wieczoru, skoro jej o tym nie wspomniałam?

– Nie przejmuj się tymi plotkami – dodała, patrząc mi w oczy.

– Jakimi plotkami? – Nie miałam zielonego pojęcia o czym mówiła. Blondynka otworzyła usta, a jej oczy wyrażały jedynie zdumienie.

– Nie słyszałaś o niczym? – zapytała, nie mogąc uwierzyć w moje słowa.

– Do cholery, Cass, o co chodzi? – Nie wytrzymałam, miałam dość owijania w bawełnę. Zdążyłam się przekonać, że prawda sprawiała najmniej problemów, gdy była mówiona prosto z mostu. Im dłużej żyło się w przekonaniu, że wszystko jest w porządku, tym trudniej było przyjąć do wiadomości bolesne wyprowadzenie z błędu.

– Po szkole rozeszła się plotka o tobie. – Dziewczyna ostrożnie dobierała słowa, żeby zmniejszyć straty nimi wywołane, takie przynajmniej odniosłam wrażenie. – Podobno Jared nakrył cię w dwuznacznej sytuacji z innym chłopakiem i przez to się rozstaliście...

– Co? – krzyknęłam. – Kto wymyśla takie bzdury i o jakiego chłopaka w ogóle chodzi?

– Jared rozesłał wczoraj ludziom maile, w których informował, że na piątkowej imprezie pokłóciłaś się z nim, a kiedy chciał cię przeprosić przeszukał wszystkie pokoje, w jednym znajdując ciebie uprawiającą dziki seks z Deveraux – Cassidy ostatnie kilka słów wypowiedziała szeptem. Słysząc to, co mówiła o mało nie zachłysnęłam się powietrzem.

– Chyba nikt mu nie uwierzył? – zapytałam łamiącym się głosem. Kompletnie nie potrafiłam pojąć dlaczego Picoult zachował się w ten sposób. Czy wiele lat przyjaźni nic dla niego nie znaczyło? Postanowił przekreślić to wszystko dla zemsty za moją odmowę?

Blondynka zamilkła na chwilę. – Właściwie tylko ja cię broniłam... – Znowu wzięła moje odrętwiałe ciało w objęcia. – Próbowałam przemówić temu kretynowi do rozumu, ale jest gorszy od tych wszystkich rozwrzeszczanych łobuzów z podstawówki. Nie wiem, co jeszcze mogę zrobić. Myślisz, że kopnięcie w najbardziej czułe miejsce byłoby wystarczająco skuteczne? – zapytała zupełnie poważnie, jakby brała taką ewentualność pod uwagę.

– Lepiej nie, może kiedyś zapragnie dzieci. – Moje słowa zabrzmiały tak irracjonalnie, że na chwilę zyskałam lepszy humor.

– Już im współczuję takiego tatusia... – Cass zaśmiała się szczerze, by po chwili spoważnieć i obrócić się w kierunku wejścia do szkoły. – Gotowa na spotkanie z podłymi nastolatkami i zazdrosnymi cheerleaderkami?

– Nie, ale nie mam wyboru – westchnęłam ociężale, czując w piersi narastający ból. Każdy krok ku szkole coraz bardziej przypominał stąpanie boso po rozżarzonych węglach. Kolejne głowy obracały się w naszym kierunku. Niektórzy taksowali mnie od góry do dołu, zastanawiając się pewnie, co widział we mnie Deveraux, inni nie mogli uwierzyć, że tak spokojna dziewczyna zdradziła chłopaka. Pewna stojąca obok szafek grupa pomponiar obrzuciła mnie tak pogardliwym spojrzeniem, że zjeżyły się wszystkie włoski na moim karku. Jednak najgorsze było zachowanie Jareda i jego koszykarskiej bandy. Wszyscy oprócz Michaela zagwizdali chamsko, kiedy ich mijałyśmy, a jeden z chłopaków, imieniem Tom, który nie zamienił ze mną do tej pory ani słowa, bez skrępowania zaszedł nam drogę i powiódł spojrzeniem od moich nóg do twarzy, w końcu zatrzymując się na piersiach.

– Nie chciałabyś się ze mną przespać? – zapytał prosto z mostu, po czym wybuchł gromkim śmiechem, jakby właśnie wygrał jakiś zakład. Kompletnie mnie zamurowało. Nie znosiłam tej reakcji swojego umysłu i ciała, jednak z opresji wyratowała mnie Cassidy.

– Przerzuciłeś się z chłopców na dziewczynki, Tommy? Nauczyłeś się w końcu trafiać do dziurki? – Otworzyła szeroko oczy i usta, udając ogromne zdziwienie, po czym patrząc na Jareda wzrokiem zawodowego mordercy, pociągnęła mnie za ramię w kierunku pracowni historycznej.

– Suki! – usłyszałam przekleństwo Toma, i choć miałam ochotę rozpłakać się na środku korytarza, a następnie uciec, by nigdy tu nie wrócić, przełknęłam falę upokorzenia i z podniesioną głową szłam do przodu.

Jeszcze nigdy wcześniej nie cieszyłam się tak bardzo ze spotkania z panną Morwinger. Milion razy bardziej wolałam jej nudne monologi oraz względny spokój (poza uszczypliwymi szeptami siedzących wokół uczniów) niż otwartą konfrontację z nakręconą przez Picoulta spiralą plotek.

Dlaczego nikt nie atakował w ten sposób Megan, która niewątpliwie mogła poszczycić się reputacją najłatwiejszej dziewczyny w liceum? Jak ludzie, znający mnie od najmłodszych lat mogli bez trudu uwierzyć w kilka słów Jareda?

Na lunchu zajęłyśmy z Cassidy stolik możliwie jak najbardziej oddalony od miejsca, w którym zwykle jadłyśmy. Tam, jak gdyby nigdy nic, siedzieli już Picoult, Michael i Beth, a także kilka dziewczyn, których imion nawet nie pamiętałam. Wszystkie pocieszały wyraźnie zadowolonego ze swojego zagrania bruneta, jedynie Denberg wydawał się lekko nieswój. Co jakiś czas tęsknie zerkał na Cassidy, co tylko upewniło mnie w fakcie, że coś do niej czuł, może nie była to jakaś wielka miłość, ale bez wątpliwości pewien rodzaj zauroczenia. Zauważyłam, że wyjął z kieszeni telefon i zaczął wystukiwać coś na klawiaturze. Jakie było moje zdziwienie, kiedy w kieszeni zawibrowała mi komórka, a na wyświetlaczu pojawił się sms właśnie od Michaela.

Przepraszam, muszę być po stronie Jareda, ale nie obchodzą mnie te plotki, które rozpuścił.

Odpisałam jedyne, co w tej chwili przychodziło mi do głowy.

Rozumiem.

Zdawałam sobie sprawę z tego, że gdyby nie został z Jaredem jego kariera w drużynie koszykówki byłaby skończona. Zresztą byli najlepszymi przyjaciółmi, jak ja i Cass, więc to, że wybrał jego było naturalne.

Ani ja, ani blondynka nie miałyśmy apetytu, więc po prostu przerzucałyśmy sałatki na naszych talerzach, nawet przy tym nie rozmawiając. Słowa nie były potrzebne, najbardziej liczył się fakt, że dziewczyna razem ze mną znosiła obstrzał złowrogich spojrzeń ze wszystkich stron. Gdy wydawało się, że całą godzinę spędzimy kompletnie same do naszego stolika przysiadła się Lily, której nie widziałam od kilku dni.

– Cześć, dziewczyny – wymamrotała, choć jej głos brzmiał odważniej niż zazwyczaj. Kiedy zauważyła nasze zdziwione spojrzenia, zmarszczyła brwi i w zdenerwowaniu założyła pasmo rudych włosów za ucho. – Chyba nie sądziłyście, że będę siedzieć z nimi. – Skinęła głową w kierunku naszego dawnego stolika.

– Jest tam Beth, więc myślałyśmy, że przyłączysz się do siostry – wyjaśniłam, wzruszając ramionami.

Lily cicho się roześmiała. – Ja w przeciwieństwie do niej nie podkochuję się w tym palancie, Jaredzie. Zresztą, nigdy go nie lubiłam, zadawałam się z nim tylko ze względu na was i nie mogę znieść tego jak zwodzi moją siostrę. Wczoraj przyszedł do naszego domu, a później całowali się i robili Bóg raczy wiedzieć co w jej pokoju przez dwie godziny, a teraz obmacuje inne dziewczyny. On nie ma wstydu. – Spojrzała z obrzydzeniem na śmiejącego się w głos bruneta, a ja patrzyłam na nią z nieukrywanym szokiem. To był najdłuższy monolog rudej od kiedy ją znałam. Ciężar na moim sercu zelżał, teraz wiedziałam, że Cass nie była moim jedynym sprzymierzeńcem. Jedynie Beth stanowiła przykre rozczarowanie. I choć z jednej strony byłam zła, z drugiej współczułam jej, że obiekt westchnień dziewczyny wbijał jej właśnie nóż w serce.

***


Mijały kolejne dni, jednak uczniowie zdawali się w ogóle nie zapominać o plotkach, jakby nie mieli własnych żyć do przeżycia. Nie przeszkadzała im nawet nieobecność Christiana w szkole, a może to był główny powód? Może gdyby on jakoś zainterweniował, przestaliby powtarzać te bzdury? Nie miałam jednak pewności, czy chłopakowi te plotki w ogóle przeszkodzą. Istniała możliwość, że będą mu na rękę, w końcu niezbyt często można bez najmniejszego wysiłku zdobyć reputację łamacza kobiecych serc.

Było mi przykro, bo nie odezwał się do mnie nawet słowem od soboty, a na pewno dotarły do niego rewelacje Jareda. Megan od kilku dni chodziła wściekła jak osa i za każdym razem, gdy mnie widziała, posyłała w moim kierunku spojrzenia, które mogłyby zabić. Bez wątpienia urządziła Deveraux karczemną awanturę... o ile nie ukrył się również przed nią.

Mijał równo tydzień od feralnego poniedziałku, kiedy cała szkoła zaczęła traktować mnie jak puszczalską. Być może w innym mieście cała sprawa zostałaby zastąpiona nowszym skandalem, jednak liceum imienia Woodrowa Wilsona w Appleton nie wybaczało. Uczniowie byli żądnymi sensacji małymi hienami, tak jak osiemdziesiąt procent populacji naszego miasta. Uważali, że obgadywanie innych i wymyślanie oszczerstw było wspaniałym zajęciem, dopóki złe światło nie padło na nich samych.

Nie wiedziałam jak długo zniosę całą tę sytuację, mając oparcie jedynie w Cassidy, Lily i kocie ciągle przesiadującym w moim pokoju. Przechadzanie się po korytarzu pod nieprzychylnymi spojrzeniami większości ludzi uważanych do niedawna za przyjaciół, było okropne, dlatego starałam się jak najszybciej pokonywać drogę z klasy do klasy i nie patrzeć nikomu w oczy.

Po trzeciej lekcji musiałam zabrać swoje książki. I wtedy go zauważyłam. Stał nonszalancko oparty o moją szafkę. Trzymał ręce w kieszeniach ciemnych dżinsów, jego czarna rozpięta koszula była wymięta, tak samo zresztą jak wyglądający spod niej t-shirt. Oczy chłopaka otaczały ciemne worki jakby nie spał od wielu godzin. Na twarzy widniał kilkudniowy zarost. Blondyn przypominał obraz nędzy i rozpaczy, jednak jego nieodzowny, arogancki uśmiech gościł na swoim stałym miejscu.

Lustrował mijających go ludzi zimnym spojrzeniem, nie zwracając uwagi na ich uszczypliwe szepty. Kiedy mnie zobaczył, wyjął ręce z kieszeni i ruszył mi na spotkanie. – Musimy porozmawiać – stwierdził, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.

– Też tak uważam, te plotki doprowadzają mnie do obłędu – przyznałam.

Christian spojrzał na mnie prawie współczująco i westchnął. – Szczerze mówiąc, mnie nie obchodzą te wszystkie szepty, chichoty i kłamstwa. Przyzwyczaiłem się do o wiele gorszych rzeczy. – Widząc moją zszokowaną minę, przeszedł do sedna sprawy. – Jednak rozumiem przez co przechodzisz, Cassidy zaatakowała mnie z samego rana, każąc jakoś zakończyć tę całą szopkę.

Ogarnęło mnie lekkie ukłucie żalu, wcale nie chodziło o mnie, po prostu chciał żeby nadpobudliwa blondynka dała mu spokój. – I co wymyśliłeś?

– Nie ma sensu zaprzeczać, to tylko pogorszy sytuację...

– Więc wszyscy mają uważać, że się z tobą przespałam?! – wyszeptałam z oburzeniem. – Trzeba jakoś to zakończyć, naprawdę już dłużej tego nie wytrzymam... – Poczułam napływające do oczu łzy, jednak kilkukrotnie mrugnęłam, chwilowo odganiając płacz.

– Nie powinnaś przejmować się zdaniem innych, ale ja też chcę to zakończyć. Picoult nie będzie bezkarnie cieszył się swoim zwycięstwem. To wszystko obróci się wkrótce przeciw niemu – powiedział spokojnym tonem, chociaż widziałam, że rozglądał się dokoła ze złością. Po chwili spojrzał w moje oczy z powagą i pewną dozą troski. – Myślę, że powinnaś zgłosić policji piątkowe wydarzenia. Mogę być świadkiem – zaproponował, kładąc w pocieszającym geście dłoń na moim ramieniu.

– Nie ma takiej opcji – syknęłam. – Jeśli to się wyda, będę w jeszcze gorszej sytuacji niż w tym momencie.

– Jak chcesz. – Wzruszył ramionami. – W takim razie dostanie inną nauczkę. – Zamyślił się, marszcząc swoje wyraźnie zarysowane brwi. – Żeby ludzie przestali o nas gadać, muszą znaleźć sobie nowy obiekt drwin. Ufasz mi? – zapytał niespodziewanie, schylając się żeby spojrzeć mi prosto w oczy.

– To zależy – odpowiedziałam przeciągle, nie mając zielonego pojęcia, do czego zmierzał.

– Mam pewien pomysł, ale musisz zdać się na mnie.

– Dobrze, ale pod jednym warunkiem, ten plan nie może angażować całowania mnie wbrew mojej woli. – Pogroziłam mu palcem, wywołując tym jego krzywy uśmiech. Chłopak z trudem powstrzymywał się, aby nie parsknąć śmiechem, jednak dzielnie zachowywał powagę. – Nawet mi to przez myśl nie przeszło. – Ułożył ręce jak do ślubowania i przemówił cichym, ale pewnym głosem. – Przysięgam, że moje zamiary są czyste niczym łza.

– W takim razie chyba nie mam wyboru. – Po moich słowach chłopak złapał mnie za dłoń i poprowadził w kierunku dużego zbiorowiska uczniów. – Tylko nic nie mów - dodał szeptem, co do reszty wprowadziło mnie w konfuzję, jednak zdecydowałam, że tym razem mu zaufam. W końcu nic mi nie groziło wśród wszystkich zebranych na korytarzu osób.

-– Ej, wy tutaj, mamy wam coś do powiedzenia. Słuchajcie uważnie, bo nie będę niczego powtarzał - rzekł donośnym, niezachwianym głosem, wodząc wzrokiem po twarzach zebranych. Stojący wokół uczniowie przerwali wszystko, co robili i otwarcie się na nas gapili, najwyraźniej biorąc do serca słowa Christiana. Wśród formującej się wokół nas grupy znalazło się również kilku nauczycieli.

Oby to nie było nic zawstydzającego, modliłam się w duchu, nie potrafiąc przewidzieć kolejnego posunięcia blondyna.

Christian spojrzał na mnie, upewniając się, że nie uciekłam i nadal obok niego stałam, po czym złapał mnie za rękę i po głębokim spojrzeniu w moje oczy, przemówił tonem tak poważnym jak nigdy wcześniej.

– Te wszystkie plotki były prawdziwe.

Żałowałam, że nie mogłam zobaczyć swojej miny. Na pewno wyrażała bezgraniczny szok i niedowierzanie, a moja szczęka leżała na podłodze. Czułam wzbierający w policzkach żar, który groził wyjątkowo niebezpieczną eksplozją. Na moje usta cisnął się krzyk, musiałam zbić wolną dłoń w pięść, a drugą mocniej zacisnąć wokół jego palców, żeby nie uderzyć stojącego obok blondyna.

Powiodłam wzrokiem po zebranych wokół uczniach. Niektórzy rozciągali usta w kpiarskich uśmieszkach, inni wyglądali jakby nie wierzyli własnym oczom, a kolejni, jak Megan, mieli wypisaną na twarzy chęć mordu.

– Evangeline jest moją dziewczyną i robimy to, co robią normalne pary, więc skończcie z tymi zdziwionymi spojrzeniami oraz wcale nie tak konspiracyjnymi szeptami jak wam się wydaje – wymówił każde słowo z taką mocą, że nawet ja uwierzyłam w jego monolog, po czym wyszukując w tłumie twarz Jareda, dodał z chłodną satysfakcją. – Jesteśmy razem od dawna, ale Evangeline zlitowała się nad Picoultem i udawała jego dziewczynę, żeby biedak nie musiał wstydzić się swojej impotencji.

Zerknęłam w stronę bruneta, którego policzki przybrały kolor kombinezonu św. Mikołaja. Mogłam przysiąc, że mruczał pod nosem przekleństwa skierowane na Devearaux, ale najwyraźniej był zbyt onieśmielony żeby zaatakować otwarcie, więc po prostu odszedł szybkim krokiem, odprowadzany rozbawionymi spojrzeniami reszty szkoły.

Kiedy byłam pewna, że to koniec, Christian spojrzał w moje oczy, uśmiechając się przy tym blado, po czym mrugnął konspiracyjnie i szepnął. – Dla wiarygodności.

Nawet nie zauważyłam momentu, w którym jego miękkie wargi znalazły się na moich. Wszystko było kompletnie nierealne i jedynie lekki zarost chłopaka świadczył o tym, że nie śnię.

Deveraux nie był nachalny, nie próbował wtargnąć językiem do moich ust, po prostu muskał je lekkimi pocałunkami, czekając na reakcję. Choć, co było do przewidzenia, złamał obietnicę, nie potrafiłam go odepchnąć. Moje nogi były jak z waty, czułam silny ucisk w brzuchu, a mózg najwyraźniej przeszedł w stan uśpienia, nie potrafiąc przeanalizować faktów. Obok mnie stał chłopak, którego spotkałam zaledwie kilka tygodni wcześniej, którego zmienne nastroje wprowadzały do mojego życia zamęt. Blondyn nie żywiący do mnie żadnych poważnych uczuć, a ja po prostu odwzajemniałam jego pocałunki, jakby był kimś wyjątkowym, przeznaczeniem, w stronę którego zmierza każdy człowiek.

Moje serce przestało na chwilę bić, nie oddychałam, jedyne na czym potrafiłam skupić uwagę to niezwykle dekoncentrujące i kuszące wargi Christiana. Nie mogąc opanować swoich instynktów, wplotłam palce w jego miękkie włosy, próbując przyciągnąć go jeszcze bliżej, mimo że nie było to możliwe. Nie zwracałam uwagi na otaczający nas tłum gapiów, choć pewnie ta scena była nagrywana na komórki i już wkrótce miała znaleźć się w internecie.

Nagle rozbrzmiał dzwonek, a wtedy poczułam na ustach przytłaczającą pustkę. Gdy otworzyłam oczy, zauważyłam, że Deveraux już mnie nie całował, jedynym śladem po tym były jego lekko opuchnięte wargi, mój przyspieszony oddech i zaczerwienione policzki.

Christian uśmiechnął się z wyższością do wpatrzonych w nas kilkudziesięciu par oczu i jakby pozbywał się natrętnych much, przemówił. – Koniec przedstawienia. Możecie iść na lekcje.

O dziwo, wszyscy go posłuchali, jakby był jakimś cholernym królem szkoły. Nawet nauczyciele bez słowa rozeszli się do swoich pracowni.

– Teraz powinni dać ci spokój. Oczywiście przez jakiś czas będziemy musieli udawać, że jesteśmy razem, ale właśnie zobaczyli, że nie obchodzą nas ich docinki, więc wszystko straciło sens – wytłumaczył, patrząc w hipnotyzujący sposób na moje usta.

– Dziękuję za pomoc, ale jeśli zrobisz to jeszcze raz, gorzko pożałujesz – zagroziłam prawie apodyktycznym tonem, którego się po sobie nie spodziewałam.

– Cóż, nie złamałem obietnicy. – Już miałam zaprotestować, ale szybko dodał. – Nie pocałowałem cię wbrew twojej woli - wyraźnie zaakcentował trzy ostatnie słowa. - Z tego, co zauważyłem, nie próbowałaś się wyrwać.

Cholera, wyczuł to, pomyślałam z rozpaczą, jednak nie miałam zamiaru dać mu tej satysfakcji. – Po prostu nie chciałam robić jeszcze większego widowiska niż ty.

Zaśmiał się dźwięcznie. – Evangeline, ja bardzo dobrze wiem, kiedy dziewczyna jest zadowolona, a ty prawie rozpływałaś się w moich ramionach.

Spojrzał na mnie tak jakby prześwietlał moją duszę, skanował każde najskrytsze pragnienie, a ja poczułam się naga i bezbronna. Spuściłam głowę, żeby wyrwać się spod uroku tych lodowatych, choć mogących spalić samo piekło, oczu. Wreszcie, gdy niezręczny kontakt wzrokowy został przerwany, odchrząknęłam stanowczo. – Nie wiem dlaczego, ale to już nigdy się nie powtórzy. Masz skończyć z naruszaniem mojej przestrzeni osobistej. – Brakowało jeszcze tupnięcia nogą dla zaakcentowania moich słów, jednak powstrzymałam się przed jakimkolwiek ruchem.

– Dobrze, nie pocałuję cię, ani nie dotknę, jeśli sama o to nie poprosisz. – Brzmiał tak poważnie, że uwierzyłam. Chociaż spełniał moją prośbę, gdzieś w najbardziej ukrytej części mnie poczułam słabe ukłucie żalu.

– Więc to był ostatni raz, bo nigdy cię o to nie poproszę. Nawet gdybyś był ostatnim mężczyzną na globie – wyszeptałam, żeby nie mógł wyłapać drżenia w moim głosie.

Przybliżył usta do mojego ucha. – Jeszcze zobaczymy. – Ten krótki, przesycony dziwnym magnetyzmem szept był najbardziej pobudzającą zmysły rzeczą w moim życiu. Wpłynął na mnie nawet mocniej niż ostatni pocałunek, przesyłając obezwładniające dreszcze wzdłuż mojego kręgosłupa i każdego połączenia nerwowego.

– W co ty pogrywasz? – zapytałam w końcu z irytacją, gdy doszłam do siebie. Dawny chłód powrócił do jego jeszcze przed chwilą rozbawionych oczu.

– Czy wyglądam jakbym się tobą bawił? Myślisz, że jestem aż takim draniem? – Zapadła chwila niezręcznej cieszy. – Wiesz co, może masz rację – prychnął, patrząc na mnie z czymś, co przypominało rozczarowanie.

Kiedy zastanawiałam się nad odpowiedzią, przegarnął dłonią włosy w geście, z którego wręcz kipiała złość, po czym podniósł z ziemi swój plecak i wymamrotał zachrypniętym głosem.
– Wybacz, że nie będę czekał aż się zdecydujesz. Miałem cholernie ciężki tydzień i chcę odpocząć.

Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, znikał już w drzwiach wyjściowych, uciekając z reszty zajęć. Zdusiłam ochotę pobiegnięcia za nim, głowiąc się nad tym, co robił przez minionych siedem dni. Byłabym kretynką, nie zauważając zmęczenia w jego podkrążonych oczach, rozwichrzonych włosach i niedbale narzuconym ubraniu. Przypominał wrak siebie samego, choć starał się z całych sił utrzymać maskę niezłomnego aroganta, którego nie obchodzi zdanie innych.

– Całkiem dobre przedstawienie tu urządziliście. – Męski głos wyrwał mnie z zamyślenia.

– Słucham?

– Przypadkiem byłem świadkiem tych wszystkich scen. Właściwie mogłabyś pozwać pana Picoulta za zniesławienie albo przynajmniej iść z tą sprawą do dyrektora szkoły. Chłopak zasłużył sobie na karę. – Jego pomysł kompletnie mnie zaskoczył, sama nawet nie wpadłabym na podobne rozwiązanie.

– Myślę, że poradzę sobie sama. Dziękuję za radę. – Zamierzałam wrócić na lekcję, choć i tak byłam już spóźniona o dobrych kilka minut, jednak nowy pedagog szkolny najwyraźniej nie skończył jeszcze swojej przemowy.

– Gołym okiem widać, że jesteś szanującą się dziewczyną z dobrego domu, nie rozumiem tylko dlaczego zadawałaś się z kimś takim jak pan Picoult.

– Odpowiedzi na to nie znam nawet ja sama – odburknęłam. – Naprawdę przepraszam, ale jestem już spóźniona na zajęcia. – Wyminęłam bruneta, czując na sobie jego baczne spojrzenie.

– To prawda, lepiej wracaj do klasy. Powodzenia. Teraz może być już tylko lepiej. – Uśmiechnął się przyjaźnie, na co wzruszyłam jedynie ramionami. Moja sytuacja była wystarczająco beznadziejna. Istniał tylko jeden pozytywny aspekt: Jareda miałam już z głowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze mile widziane...