Spis

Blog autorski grupy Ailes

2 stycznia 2015

Iluzjon (Noemi Vain)



8. Prawdziwa gra

Obudziłam się w stanowczo zbyt jasnym pokoju. Promienie słoneczne natarczywie wdzierały się pod moje powieki za każdym razem, gdy próbowałam je uchylić. Jednak pomimo tego nieprzyjemnego aspektu, po kilkunastu sekundach wahania otworzyłam oczy. Nad sobą miałam biały sufit, a w ustach czułam nieprzyjemną suchość i gorzkawy posmak alkoholu. Podniosłam się do pozycji siedzącej, odczuwając przy tym silny ból w tyle głowy. Rozmasowałam dłonią obolałe miejsce i o mało nie krzyknęłam, rozglądając się wokół. Nie poznawałam tego pomieszczenia, a co gorsze zupełnie nie pamiętałam jak się w nim znalazłam. Zamknęłam oczy, próbując przypomnieć sobie wydarzenia minionej nocy. Ostatnim wspomnieniem była butelka piwa, a właściwie nawet wiele butelek i noc...

Prychnęłam z rozdrażnieniem na myśl o własnej głupocie. Nie byłam przyzwyczajona do dużych ilości alkoholu, więc nic dziwnego, że urwał mi się film. Wyszłam spod miękkiej kołdry, a kiedy zauważyłam, że mam na sobie jakąś czarną, za dużą męską koszulkę musiałam zakryć dłonią usta, by zdusić krzyk. Teraz byłam już kompletnie przerażona.

Przez kilka sekund po prostu stałam obok łóżka, nie mając siły, by wykonać najmniejszy ruch. Byłam kompletnie otępiała, jakby to wszystko stanowiło jedynie sen, z którego nie potrafiłam się wybudzić. Jednak ból w czaszce i czarna koszulka otulająca moje odrętwiałe ciało sprawiały wrażenie jak najbardziej realnych.

Ilekroć zamykałam ociężałe powieki, próbując wymusić, że ten obcy pokój zniknie, ponosiłam sromotną klęskę. W końcu postanowiłam stawić czoła rzeczywistości i dowiedzieć się, gdzie wylądowałam. Lecz zanim zebrałam w sobie odwagę na opuszczenie pokoju, podeszłam do stojącego przy ogromnym oknie biurka. Zerkając na praktycznie pusty blat, gdzie znajdował się jedynie czarny laptop, nie mogłam wywnioskować wiele na temat właściciela sypialni.

Obrzucając wzrokiem pomieszczenie, nabrałam przekonania, iż pokój należał do chłopaka, niezwykle ułożonego zresztą chłopaka. Wszystko znajdowało się na swoim miejscu, a słowo minimalizm doskonale określało wystrój. Oprócz stylowej dębowej szafy, skórzanej kanapy, podobnego fotela, biurka i szklanego stolika, znajdowało się tu sporych rozmiarów łóżko, przykryte granatową kołdrą z satyny. Nie zauważyłam żadnych rzeczy osobistych, zupełnie jakby pokój nie był przez nikogo zamieszkany.

Podeszłam do komody i zlustrowałam wzrokiem wszystkie półki, natrafiając w końcu na przedmiot związany z mieszkającym tu osobnikiem. Wzięłam do ręki niewielką, posrebrzaną ramkę ze zdjęciem, które przedstawiało małego chłopca o jasnych loczkach, okalających jego anielską twarzyczkę, przytulającego się do pięknej kobiety. Z niebieskich oczu malca i podobnej do niego blondynki, prawdopodobnie matki, biła niezaprzeczalna radość. Obwiodłam palcem rysy twarzy chłopczyka, a na moich ustach mimowolnie zaigrał uśmiech. To dziecko wyglądało niczym mały aniołek, uosobienie dobroci i miłości. Patrząc na fotografię zupełnie zapomniałam o tym, że znajdowałam się w obcym mieszkaniu, nie znając wszystkich wydarzeń minionej nocy. Tym, co przywróciło mnie do rzeczywistości był dobiegający zza drzwi dźwięk kroków i kobiecy głos.

– Słyszałam jak wróciłeś nad ranem, chłopcze. Nie byłeś chyba sam.

– Cóż, prawdopodobnie coś ci się pomyliło. Byłem zupełnie sam, jak zawsze zresztą – odpowiedział chłodny męski głos.

– Mam taką nadzieję, wiesz, że nie będę tolerowała żadnych orgii w moim domu. – Rozmówca kobiety wybuchnął niekontrolowanym śmiechem, jednak po krótkiej chwili ten dźwięk ucichł. – Zapamiętam sobie, żeby te orgie uprawiać przed bramą albo w szkole.

– Jesteś niepoważny. Powinieneś zacząć zachowywać się jak na młodego mężczyznę przystało, Christianie. I mógłbyś założyć koszulę, nie wypada paradować po domu półnago. – Dopiero po kilku sekundach dotarł do mnie sens słów kobiety. O ile dobrze zrozumiałam za drzwiami znajdował się właśnie Deveraux, czyli to był jego dom, a to znaczyło tylko jedno... Jak mogłam się z nim przespać i nawet tego nie pamiętać?! Miałam ochotę wyjść z tej sypialni, nawrzeszczeć na blondyna i pobić go, zostawiając na jego twarzy trwałe ślady. W nocy byłam kompletnie pijana, a on to podle wykorzystał. Z każdą kolejną myślą czułam się coraz gorzej, a w końcu po policzkach zaczęły spływać łzy, dając upust mojej narastającej frustracji.

Usiadłam na łóżku i oparłam głowę na dłoniach, przez co boleśnie odczułam skutki wcześniejszej zabawy. Całe moje ciało poddało się niekontrolowanemu drżeniu, którego nie potrafiłam powstrzymać. – Jak on mógł mi to zrobić po tym, co stało się z Jaredem? – powtarzałam wciąż w myślach.

Mimo zasłaniających widok łez i opuszczających moje usta szlochów, usłyszałam odgłos otwierania oraz zamykania drzwi. Uniosłam wzrok, napotykając zdenerwowane spojrzenie ubranego jedynie w dżinsowe spodnie blondyna. – Na co komu taka stara dewotka w rodzinie? – szepnął, ciężko wypuszczając powietrze, po czym skierował kroki w moją stronę.

– Jak spało się w moim łóżku? – zapytał z uśmiechem, który w tym momencie na jego twarzy wyglądał wręcz podejrzanie. Deveraux nigdy nie był bezinteresownie miły, tym razem pewnie chciał w pełni wykorzystać chwilę mojego upokorzenia. Patrząc na łzy cieknące po moim policzku, zmienił wyraz twarzy na zmartwiony; tak, odgrywanie ról wychodziło mu świetnie. Nie miałam zamiaru dłużej brać udziału w tym przedstawieniu, więc kiedy podszedł zbyt blisko, raptownie wstałam z łóżka i wojowniczo spojrzałam w jego błękitne oczy.

– Co ja robię w twoim pokoju? – podniosłam głos, dając upust szargającemu mną zdenerwowaniu. Próbowałam zachować resztki opanowania i zwalczyć wręcz bolesną potrzebę uderzenia chłopaka w twarz. Kiedy nie odpowiadał, ponowiłam moje pytanie. – Jak się tu znalazłam?!

Blondyn wypuścił powietrze z płuc, po czym spojrzał na mnie z lekko dostrzegalną nutą rozbawienia. – Niczego nie pamiętasz?

- Nie! Odpowiedz! – Nieświadomie moje ciało znalazło się blisko Christiana. Wystarczył jeszcze jeden krok, a nasze skóry by się dotknęły.

Niebieskooki rozciągnął usta w kpiarskim uśmieszku, nonszalancko przegarniając dłonią włosy. – Myślę, że lepsze wyniki osiągnęłabyś, używając słowa 'proszę'. – Zaplótł przedramiona na piersi, a ja po prostu nie wytrzymałam. Jedna z moich rąk wystrzeliła w kierunku jego policzka. Chłopak cofnął się o krok, bardziej z zaskoczenia, niż przez ból wywołany moim nieudolnym uderzeniem, po czym rozmasował zaczerwienioną skórę.

– No cóż, bokserem drogi Dzwoneczku nie zostaniesz – zakpił.

– Skończ już z tymi swoimi gierkami, po prostu przyznaj się, że mnie wykorzystałeś. – Starałam się brzmieć pewnie, jednak mój głos drżał i czułam nadchodzący płacz. Zmniejszyłam dzielący nas dystans, chcąc znów uderzyć chłopaka, lecz tym razem złapał mój nadgarstek nim sięgnęłam celu. Choć próbowałam pozostać w opanowaniu, zawładnął mną szloch. – Byłam pijana, więc skorzystałeś z okazji i przywiozłeś mnie tutaj i...i... – Blondyn przerwał tę tyradę, nakrywając moje usta swoimi ciepłymi wargami.

Kiedy to zrobił, moje serce na moment po prostu zatrzymało swój bieg, po czym wznowiło go z podwójną prędkością. Chłopak całkowicie zaskoczył mnie swoim czynem, przez co chwilowo pozostałam odrętwiała. Jednak uczucie jego napierającego języka oraz miękkich lecz stanowczych warg sprawiło, iż zaczęłam oddawać pocałunek, choć powinnam to przerwać.

Christian całował mnie powoli, subtelnie, zupełnie inaczej niż mogłabym się tego spodziewać. Jego pieszczoty stanowiły wręcz torturę, gdyż zaczęłam odczuwać dziwne pragnienie, którego przecież nie powinnam czuć. Coś w tym pocałunku sprawiło, że nie chciałam kończyć, wręcz przeciwnie, zapragnęłam go jeszcze pogłębić. Niestety w chwili, gdy o tym pomyślałam oboje usłyszeliśmy dobiegający zza drzwi stukot obcasów, a Christian odsunął się i nawet na mnie nie patrząc, chwycił moje ramię, po czym pociągnął mnie w kierunku szafy.

– Musisz się na chwilę schować, zaraz ci wszystko wytłumaczę – szepnął z roztargnieniem, by po chwili zamknąć za mną drzwi komody. Cały nastrój wywołany pocałunkiem prysnął jak bańka mydlana i został zastąpiony złością. Jak on śmiał zamknąć mnie w szafie?!

– Słyszałam jakiś hałas. Na pewno jesteś sam? – Dobiegł mnie chłodny głos ciotki Deveraux.

– Rozmawiałem przez telefon.

– Nadal nie założyłeś koszuli? Chłopcze, tak nie wypada.

– Wybacz, ale to mój pokój, więc tutaj mogę chodzić kompletnie nago i nikt mi tego nie zabroni – Christian odpowiedział z wyższością. Już wyobrażałam sobie jego wystudiowaną minę aroganckiego narcyza. Chociaż nie znałam jego ciotki, z podsłuchanej rozmowy bez problemu wywnioskowałam, że mieli ze sobą wiele wspólnego. Jeśli jego rodzice przypominali panią Montgomery, odpowiedź na pytanie, co uczyniło chłopaka takim, jakim był, stawała się oczywista.

– Nie mam już do ciebie siły. Wychodzę do pracy. – Kolejnym, co do mnie dotarło było trzaśnięcie drzwi, a Christian postanowił łaskawie wypuścić mnie z szafy.

– Przepraszam za to, ale moja ciotka naprawdę nie lubi, kiedy przyprowadzam do domu jakieś dziewczyny. Uwierz, nie chciałabyś przeżyć konfrontacji z nią – rzucił w moją stronę, zakładając na siebie czarną koszulę. Puściłam mimo uszu słowa "przyprowadzam jakieś dziewczyny", w gruncie rzeczy mogłam się tego spodziewać, jednak nie miałam zamiaru odpuszczać innej sprawy.

– Co to było? – zapytałam, zaplatając ramiona na piersiach. Nie chciałam dopuścić do powtórki sytuacji sprzed kilku chwil, choć moje wargi nadal pulsowały, a serce pragnęło znów zacząć bić przyspieszonym rytmem.

Chłopak zerknął na mnie z ukosa. – Wtargnięcie natarczywej starej panny? – bardziej zapytał niż stwierdził.

Prychnęłam, dając upust frustracji. – Wiesz przecież, że nie o to mi chodziło. Dlaczego mnie pocałowałeś? Próbowałeś mnie znowu wykorzystać?

– Nie pochlebiaj sobie zbytnio, po prostu chciałem cię uciszyć, a ta metoda zawsze skutkuje – odpowiedział, nawet na mnie nie patrząc.

– Mimo wszystko, całujesz okropnie – zripostowałam. Kompletnie zaskoczył mnie swoim wyznaniem, więc jedyne, co przyszło mi do głowy było oczywistym kłamstwem.

Blondyn pokiwał z politowaniem głową. – Więc skoro podobał ci się tak okropny pocałunek, nie świadczy to o tobie najlepiej. – Moje policzki momentalnie zapłonęły szkarłatnym rumieńcem, a ja sama spuściłam głowę, zakrywając twarz włosami.

– Dobrze, skończmy już z tym tematem – szepnęłam. – Powiedz mi lepiej, co zaszło w nocy, bo... niczego nie pamiętam – wyjąkałam. – Czy ja...? – Zabrakło mi słów i zaczęłam lekko wyłamywać palce u rąk.

– Jeśli chodzi ci o to, czy się z tobą przespałem, odpowiedź brzmi: nie. Uwierz mi, tego byś na pewno nie zapomniała. Zresztą, wolę przytomne dziewczyny, nie uprawiam nekrofilii.

– Tak, jasne. Więc jeśli kompletnie nic nie zaszło, wytłumacz mi łaskawie, jak znalazłam się w twoim domu? Wiem, że przesadziłam z alkoholem, pamiętam, że o czymś z tobą rozmawiałam, a później wyszłam i... to by było na tyle moich wspomnień. – Westchnęłam, a po chwili usiadłam na jego łóżku. – Co się wydarzyło później? Zemdlałam? – Deveraux chyba wyczuł bezsilność w moim głosie, bo zajął miejsce obok mnie i w końcu postanowił rozwiać wszelkie wątpliwości.

– To prawda, zalałaś się w trupa – westchnął. – Nie powinienem zostawiać cię samej w takim stanie, ale poszedłem szukać Cassidy, żeby się tobą zaopiekowała. Jednak nigdzie jej nie było, więc postanowiłem do ciebie wrócić. – Pierwszym, co przyszło mi do głowy było pytanie: "Dlaczego się w ogóle mną przejął?", jednak wolałam nie zadawać go głośno. Tymczasem Christian ciągnął dalej swoją opowieść. – Jak można było przewidzieć, ciebie oczywiście na kanapie nie było. Bezskutecznie rozglądałem się po domu, dopiero po jakimś czasie wpadając na pomysł, że wyszłaś na zewnątrz. Postanowiłem zrobić to samo, wiedziony instynktem ruszyłem w kierunku twojego domu, jednak nadal nie widziałem żadnych śladów twojej obecności. Kiedy miałem zawrócić, w świetle lampy dostrzegłem jakiś kształt. Miałem wrażenie, że się porusza, więc poszedłem w tamtym kierunku. – Przerwał swoją opowieść i po prostu wstał, po czym odwrócił się do mnie plecami.

– I co było dalej? – dopytywałam. Rozbudził moją ciekawość, a więc musiał dokończyć.

– Aleś ty niecierpliwa – skwitował, jednak podjął się opowiadania. – Im bliżej byłem, tym więcej szczegółów dostrzegałem. Okazało się, że owym kształtem byłaś ty, ale ktoś podążał twoim śladem. Na początku myślałem, że to któryś z twoich przyjaciół, ale kiedy zauważyłem, jak ten ktoś uderza cię w tył głowy, zwątpiłem w moje przypuszczenia.

– Ktoś mnie uderzył? To dlatego boli mnie głowa – wtrąciłam, rozmasowując jednocześnie obolały kark. – Ale dlaczego to zrobił? – zastanawiałam się na głos.

– Nie wiem, jednak potrafisz być strasznie denerwująca. – Deveraux znów posłał mi swój wyuczony, arogancki uśmiech, nie zauważając moich zmrużonych groźnie oczu. – Gdy upadłaś, pognałem biegiem w twoim kierunku. Musiałem narobić sporo hałasu, bo ten facet zwiał. – Chłopak zacisnął pięści tak mocno, że aż pobielały mu kłykcie. Dlaczego tak przejmował się moim losem? To nie miało najmniejszego sensu, przecież mnie nie znosił. – A ty leżałaś na ziemi i wyglądałaś na martwą, ale okazało się, że oddychasz. Nie wiedziałem wtedy, co z tobą zrobić. Gdybym odwiózł cię do domu w takim stanie, miałabyś pewnie spore problemy, dlatego stwierdziłem, że pozwolę ci przenocować u mnie. Ot, cała historia.

– Jaka zakapturzona postać? Potrafiłbyś opisać tego faceta? Dlaczego po prostu nie zadzwoniłeś na policję? - zapytałam nie do końca przytomnie, dopiero po chwili przyjmując do wiadomości nowinę o swoim oprawcy. Zdążyłam już zapomnieć o zagrażającym mi psychopacie, jednak najwidoczniej postanowił wrócić do mojego życia. Miałam jedynie nadzieję, że nie na stałe.

– Nie wiem kto to był. Widziałem tylko, że był sporo wyższy od ciebie, a po kształcie sylwetki stwierdziłem, że to mężczyzna. - Chłopak wzruszył ramionami. – W Nowym Jorku znałem wielu pechowców, ale ty jesteś prawdziwym magnesem na kłopoty. Chyba powinnaś zatrudnić sobie ochroniarza. – Zażartował, próbując rozluźnić nieco atmosferę, jednak mi wcale nie było do śmiechu. Może powinnam rozważyć zmianę ochroniarza na kogoś innego? Oliver nie spisał się dzisiejszej nocy. Choć było to do niego niepodobne, przeważnie nie odstawał mnie na krok, a wczoraj jakby rozpłynął się w powietrzu.

– Mimo wszystko, dlaczego nie wezwałeś policji albo pogotowia? – zapytałam po raz kolejny.

Deveraux wzruszył ramionami. – A dlaczego ty nikomu nie powiedziałaś o tym, co próbował zrobić wczoraj ten gnojek? Upijanie się do nieprzytomności też nie było zbyt rozsądnym pomysłem, co gdyby Jared jednak próbował dokończyć swoje dzieło?

Nie odpowiedziałam. Miał rację, zachowałam się nieodpowiedzialnie, ale nie chciałam żeby ktoś jeszcze dowiedział się o tym wszystkim. Jared zawinił, ale ja też miałam w tym swój udział. Wcale nie musiałam z nim iść do tego pokoju, widząc że jest pijany.

– I jeszcze jedno. – Christian przerwał moje rozmyślania. Podniosłam wzrok, napotykając jego błękitne tęczówki, które teraz uważnie lustrowały moją twarz. – Napisałem Cass z twojej komórki, że wróciłaś do domu i poszłaś wcześnie spać. Nie miałem ochoty na nocny nalot policjantów, poszukujących pijanej dziewczyny w opałach.

– Widzę, że zadbałeś o wszystko. Czyżbyś już przeżył podobną sytuację? – zapytałam zgryźliwie. Wiedziałam, że chłopak zachował się właściwie, miałam świadomość tego, co mogło mnie spotkać, gdyby nie on, ale mimo wszystko nie potrafiłam powstrzymać chęci wszczęcia kłótni.

– Tak, co noc chodzę po ulicach, szukając dziewczyn, które mógłbym uratować, a później uwieść, więc lepiej się strzeż. – Puścił do mnie oczko i nawet uniósł do góry jeden z kącików ust.

Czy on ma rozdwojenie jaźni?, pomyślałam. Emocje, które mnie ogarnęły toczyły ze sobą zażartą batalię: z jednej strony miałam ochotę zadźgać go ołówkiem, a z drugiej znów pragnęłam posmakować jego kuszących warg, teraz wygiętych w ironicznym grymasie. – Robisz to celowo? – zapytałam wbrew sobie.

– Ale co? – Przybrał niewinną minę, przybliżając się na wyciągnięcie ręki. Spojrzał mi głęboko oczy, jakby prześwietlając moją duszę na wylot. Pod naporem jego nieprzeniknionego wzroku poczułam gorąco na policzkach, a serce przyspieszyło swój bieg. Mój oddech stał się płytki, jakbym przebiegła właśnie maraton, i choć naprawdę się starałam, nie potrafiłam przezwyciężyć zgubnego wpływu chłopaka na moją psychikę. Kiedy w końcu miałam wybrać pomiędzy pocałowaniem go, a odbiciem dłoni na jego twarzy, zadzwonił telefon.

Christian wstał, odszedł kilka kroków i wyjął komórkę z kieszeni, dając mi tym samym kilka chwil na powrót do stanu pełnej świadomości. Parę razy zaczerpnęłam głęboko powietrza, przymknęłam powieki i uspokoiłam oddech, kiedy usłyszałam jego zabarwiony wyuczoną obojętnością głos. – Mówiłem ci, że nic z tego nie będzie. Nie dzwoń więcej.

Zapadła krótka chwila ciszy. Uniosłam głowę, napotykając wlepione we mnie błękitne, zimne jak lód tęczówki. Pod siłą tego wrogiego spojrzenia skuliłam się w sobie. Nie miałam pojęcia z kim rozmawiał blondyn, jednak jednego byłam pewna, nie darzył tej osoby najcieplejszymi uczuciami. Po chwili podszedł do okna i zaczął mówić, zniżając głos do najcichszego szeptu. – Od początku wiedziałaś, że chodzi mi tylko o jedno, więc skończ z tym. – Rozłączył się, po czym odłożył telefon na biurko. Zapadła niezręczna chwila ciszy.

– Chyba powinnam wrócić do domu – nieśmiało zaproponowałam.

– Powinnaś. Zaczekaj. – Wyszedł z pokoju, a po kilkudziesięciu sekundach wrócił, niosąc w rękach jakieś ubrania. – Załóż to, raczej nie możesz wrócić, mając na sobie jedynie moją koszulkę, to byłoby podejrzane. – Włożył trzymane przez siebie rzeczy w moje dłonie. Niezbyt wiedziałam, co mam teraz zrobić. Przecież chyba nie liczył na to, że przebiorę się przy nim.

– Możesz skorzystać z łazienki. – Wskazał na drzwi znajdujące się dokładnie za mną.

– Dzięki. – Odwróciłam się na pięcie, po czym weszłam do jasnego, nieskazitelnie czystego pomieszczenia, rozkładając przyniesione mi ubrania na oparciu wanny. Zerknęłam na nie krytycznie, krzywiąc usta w pobłażliwym grymasie. O ile styl Deveraux był dopracowany do perfekcji, o tyle jego znajomość damskiej mody stała na niezwykle niskim poziomie.

Wzięłam w dłonie niebieską bluzkę z niewielkim dekoltem oraz zgniłozieloną spódnicę w czarne grochy sięgającą kolan. Osobno wyglądałyby całkiem nieźle, jednak w zestawie przypominały katastrofę.

Nie chciałam okazać się niewdzięczna i wybredna, więc założyłam na siebie te ubrania, zastanawiając się jednocześnie skąd chłopak je zdobył. Nie podejrzewałam go o skłonność do przebierania się w kobiece fatałaszki.

Kiedy miałam na sobie już wszystkie części garderoby, spojrzałam w lustro, dostrzegając w nim obraz nędzy i rozpaczy, jaki przedstawiała moja twarz oraz potargane włosy. Miałam ochotę krzyczeć, widząc wielkie sińce pod oczami i przekrwione spojówki. Dziwne, że Deveraux nic nie wspomniał na temat mojego żałosnego wyglądu.

Przemyłam twarz wodą, aby choć trochę doprowadzić ją do stanu używalności, a włosy przygładziłam dłońmi, uzyskując w miarę zadowalający efekt. W końcu postanowiłam opuścić łazienkę.

Christian już czekał w swoim pokoju, ubrany w kurtkę i sportowe buty. Kiedy stanęłam obok niego podał mi papierową torbę. Spojrzałam na niego, nie wiedząc o co chodzi, jednak zajrzałam do środka, dostrzegając smakowicie wyglądające babeczki. – Co to jest? – zapytałam, patrząc na niego jak na przybysza z innej planety.

– Przyniosłem ci śniadanie – odpowiedział jakby było to czymś najzwyczajniejszym w świecie.

– Nie znałam cię od tej strony – rzuciłam w zdumieniu.

– Cóż, nawet taki bufon jak ja wie, że należy dbać o gości. – Uśmiechnął się życzliwie, po czym pomachał mi przed nosem kluczykami do auta. – Ale lepiej się pospiesz, nie będę czekać wiecznie. – Dalej trwałam w oszołomieniu.

– Nie musisz się martwić, niczym ich nie zatrułem – rzucił nonszalancko.

– Nie przyszło mi to do głowy. Dziękuję. – Wyjęłam jedną z jasnych babeczek i ugryzłam kawałek, stwierdzając, że była wyśmienita. Zamruczałam z zadowolenia. – Cudowna – westchnęłam, a blondyn lekko się uśmiechnął. Zdecydowanie wolałam tę jego wersję.

Kiedy skończyłam jeść, zeszliśmy do miejsca, które okazało się przestronnym garażem. Kierując się do właściwego samochodu, po drodze minęliśmy kilka innych. W końcu zatrzymaliśmy się przy czarnym, sportowym audi, wyglądającym na auto dla wybrańców. Christian otworzył dla mnie drzwi od strony pasażera, a ja szybko zajęłam swoje miejsce, uważnie obserwując skórzaną tapicerkę.

Chłopak po chwili siedział już w fotelu kierowcy, wyciągając ze schowka pilot, którym otworzył drzwi do garażu. – Chyba masz słabość do szybkich samochodów – zagadnęłam.

– Nie, tamte należą do ciotki. Moje jest tylko to cacko, audi r8 spyder, i wcale nie jeżdżę aż tak szybko. – Błysnął zębami, wkładając kluczyk do stacyjki. – Lepiej zapnij pasy – ostrzegł, kiedy silnik zamruczał niczym dziki kot.

– Czy mam się zacząć bać?

– To zależy już tylko od ciebie. – Uśmiechnął się, po czym wyjechał na szosę. Okazało się, że moje obawy były bezpodstawne, bo chłopak przestrzegał przepisów drogowych. Nie mogłam wyjść z zaskoczenia, Deveraux nie wyglądał na kogoś kto jeździ tak wolno. Co dziwne czułam się przy nim bezpiecznie i chciałam wierzyć we wszystko, co mówił wcześniej. Pragnęłam aby prawda była taka, jaką ją przedstawiał, by moje podświadome podejrzenia, które spychałam na samo dno umysłu nie okazały się trafne. Kim był ten chłopak i dlaczego zawsze ratował mnie z opresji? Czy ma coś wspólnego z tym psychopatą, który wkroczył w moje życie? Zadawałam sobie pytania, na które nie potrafiłam odpowiedzieć.

Wkrótce dojechaliśmy do ulicy sąsiadującej z tą, przy której znajdował się mój dom. Deveraux zatrzymał samochód, spoglądając w moje oczy. – Myślę, że lepiej będzie jeśli nikt nie zobaczy, że cię odwiozłem – szepnął. Niepewnie pokiwałam głową. – Dziękuję za wszystko – wymruczałam, a kiedy miałam już wysiadać, zatrzymał mnie.

– Poczekaj – powiedział cicho. Zerknęłam na niego, nie wiedząc, czego mógł jeszcze ode mnie chcieć. – Wierzysz, że nic między nami nie zaszło? Nie chciałbym żebyś zadręczała się czymś, do czego w ogóle nie doszło.

– Wierzę – przerwałam mu, nie będąc do końca pewną swoich słów. Przycisnęłam szybko usta do jego policzka i opuściłam samochód, nie oglądając się za siebie, choć czułam, że na mnie patrzy. Na moich ustach zupełnie bez ostrzeżenia pojawił się lekki uśmiech, który nie zniknął aż dopóki nie dotarłam do domu.

Wchodząc na werandę, postanowiłam wyjąć pocztę ze skrzynki na listy. Większość zawartości stanowiły reklamy i rachunki do zapłaty, jednak pośród nich natrafiłam na zwyczajną, białą kopertę, na której widniało wydrukowane na czarno moje imię. Zabrałam korespondencję ze sobą, zostawiając wszystko oprócz listu do mnie w przedpokoju.

W domu panowała zupełna cisza, jakby wszyscy spali. Spojrzałam na stojący w korytarzu zegar ze zdziwieniem zauważając, że minęła dopiero dziewiąta. Dziwne, miałam wrażenie, że od kiedy wychodziłam stąd z Cassidy i Oliverem minęły wieki. Najciszej jak potrafiłam weszłam po schodach na górę, udając się do swojego pokoju. Najwidoczniej nikt nie zauważył mojej nieobecności, inaczej nie byłoby tu tak spokojnie. Weszłam do sypialni, zamykając za sobą drzwi. Odłożyłam kopertę na łóżko, po czym skierowałam się do łazienki, by wziąć prysznic i zmyć z siebie wspomnienia wczorajszego wieczoru.

Ciepła woda naprawdę polepszyła moje samopoczucie, a może znosiłam to wszystko tak dobrze za sprawą Christiana?

Opuściłam łazienkę, czując się jak nowo narodzona. Miałam na sobie ciepły, miękki szlafrok i było mi bardzo przyjemnie. Postanowiłam nie myśleć o tym jak podle zachował się Jared. Nie mogłam jedynie pozbyć się pretensji do siebie samej, że wcześniej nie dostrzegłam jaki jest naprawdę, ale lepiej późno niż wcale.

Szukając w szafie ubrań, usłyszałam dźwięk komórki. Podeszłam do łóżka, gdzie leżała torebka, po czym wyszperałam z niej telefon i zerknęłam na wyświetlacz, który informował o wiadomości pochodzącej od Picoulta. Nie miałam zamiaru czytać jego słabych tłumaczeń, więc bez zastanowienia ją skasowałam. Czego jeszcze chciał? Wczorajszym zachowaniem bezpowrotnie przekreślił wszystko, co między nami kiedykolwiek było. Sprawił, że poczułam się oszukana, wykorzystana i głupia, ale już nigdy więcej na to nie pozwolę.

Odłożyłam komórkę na stolik znajdujący się przy łóżku, zauważając kątem oka leżącą na materacu kopertę. Postanowiłam w końcu poznać jej zawartość. Rozsiadłam się wygodnie na środku łóżka i wzięłam w dłonie biały papier. Rozdarłam ostrożnie kopertę, a moim oczom ukazał się ułożony z wyciętych z gazety liter napis:

Uważaj, prawdziwa gra właśnie się rozpoczęła.

Nie potrzebowałam żadnego podpisu, by domyśleć się, kto był nadawcą. Psychopata był w moim domu i znów nikt go nie zauważył. – Czego ode mnie chcesz? – szepnęłam bezsilnie, czując spływające po policzkach gorące łzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze mile widziane...