Spis

Blog autorski grupy Ailes

25 grudnia 2014

Wyznania rozważnej i romantycznej [7] (Sil)



7.  
Bóg w swej nieomylności stworzenia świata i wszystkiego z czego on się składa, zbudował coś tak kruchego i marnego jak człowiek. Istotę, teoretycznie podobną Najwyższemu, lecz też zupełnie inną, ciągle się potykającą, błądzącą, raniącą innych.
Jednak jest coś, co sprawia, że wydajemy się choć trochę podobni do Pana – wolna wola, a także zdolność odróżniania dobra i zła. Co za tym idzie, mamy też sumienie, to ono wskazuje nam nasze przewinienia, nie pozwalając o nich zapomnieć. Posiadamy też specyficzną umiejętność, a raczej powinniśmy ją mieć. Jest nią zdolność przebaczania, choć nieporównywalnie mniejsza od tej boskiej, to i tak jest czymś wyjątkowym, czynem na który często nas nie stać. Jak łatwo jest kogoś winić, nienawidzić, żywić do niego urazę przez długi czas, a nawet przez całe życie.
Jednak kim my jesteśmy, by to robić? Prochem, który uważa się za skałę. Płomykiem, co chciałby być niszczącym pożarem, wreszcie kroplą wody, która myśli, że jest życiem…
Przebaczenie? Czym ono jest? Pierwszym skojarzeniem wydaje się odpuszczenie win, zapomnienie złych uczynków. Dla mnie jest ono czymś o wiele więcej – fragmentem najpotężniejszego z uczuć. Bo miłość, która nie potrafi przebaczyć, nie jest miłością, tylko iluzją, ślepą ucieczką od samotności, której tak bardzo się lękamy. Jednak czy można uciec przed czymś ciągle oglądając się za siebie i, niczym zbłąkana ćma, kończąc w płomieniu zapalonej świecy?
Brak umiejętności wybaczania jest niczym furtka do krainy pustki, chłodu, nienawiści i wszechobecnej nicości. Jest przejściem, które raz zamknięte już nigdy nie da się otworzyć. To swoistego rodzaju pułapka zastawiona przez szatana, do której klucz zostaje nam bezwiednie odebrany i wrzucony w odmęty studni zapomnienia, zupełnie jak my sami – ludzie, zwierzęta, którzy myśleli, że im wszystko wolno, jednak nie całkiem. Każdy z nas dostanie to, na co zasłużył. Dobroć, jeśli tak jak Chrystus potrafił wybaczyć, zło, jeśli tak jak diabeł potrafił nienawidzić.
  
*****
     Mężczyzna wpatrywał się z wyraźną troską w zupełnie zaskoczoną Nicole. Ona zaś zapomniała o wszystkim, co się wydarzyło, tonąc w jego gorącym spojrzeniu. Żadne z nich nie miało w tym momencie bladego pojęcia, co właśnie zaszło za ich plecami. Nagle wszystko to zniknęło, bo usłyszeli cichy zgrzyt zamykanego zamka i stukot szpilek dźwięcznie uderzających o parkiet.
Równocześnie w ich umysłach pojawiło się jedno słowo, a raczej imię – „Laura!”
U Alexa było nacechowane złością i żądzą mordu, u kobiety zaś mieszanką zaskoczenia, irytacji, ale i wdzięczności skierowanej ku przyjaciółce.
Matthews szybkim krokiem podszedł do drzwi i dla pewności pociągnął za klamkę. Jednak tak jak się spodziewał, otworzenie ich było niemożliwe.
Sam fakt, że został podstępem zwabiony przez Laurę sprawił, że ogarnęła go niepohamowana wściekłość. To uczucie zaślepiło go wręcz do tego stopnia, że nie dostrzegł zdumienia malującego się na twarzy Nicole.
Uważał, że brunetka miała coś wspólnego z intrygą jego siostry, przez co stracił zupełnie chęć by na nią patrzeć. W wyrazie bezsilności uderzył kilkakrotnie otwartą dłonią w drzwi, mając ochotę zniszczyć je w drobny mak, ale na jego nieszczęście były zbyt wytrzymałe. Niestety jego dłoń okazała się zbyt słaba w zetknięciu z twardą powierzchnią, a on sam wykrzyknął wiązankę przekleństw, z powodu bólu, jakiego właśnie doświadczył.
W dodatku czuł się w tym momencie niczym w klatce, gdyż został zapędzony przez własną siostrę w kozi róg. Czy tego chciał, czy nie,  musiał porozmawiać z Nicole. Problem w tym, że nie miał pojęcia, co jej powiedzieć, więc podszedł jedynie do okna i zaczął rozcierać swoją dłoń. Rozmowę podjęła Nicole, stwierdzając fakt, który wydawał jej się zupełnie oczywisty.

- Ty mnie nienawidzisz – powiedziała, zakrywając dłońmi swoją twarz.

Alex wykonał identyczny gest, próbując zebrać myśli i nie pogorszyć obecnie już i tak trudnej sytuacji. W końcu spojrzał na dziewczynę, postawił parę kroków, po czym usiadł obok niej, kładąc ręce na jej nadgarstkach. Niki czując delikatny uścisk, zdjęła dłonie z twarzy i podniosła głowę tak, by widzieć Alexandra. Patrzyła tylko w oczekiwaniu na ostateczny cios, jednak to, co usłyszała nie było tym, czego się spodziewała.

- Powiedz mi tylko jedno? Razem z Laurą sprowadziłyście mnie tutaj? – spytał, nie odrywając wzroku od jej oczu, a rąk od jej dłoni.
 - Nie, ja nie wiedziałam, że tu będziesz. Moja mama miała mieć dzisiaj badania i coś było nie tak… albo i nie? – spytała samą siebie. - Niech ja tylko dostanę je i Chrisa w swoje ręce!
 - Dobrze. Spokojnie mała, złość piękności szkodzi – rzucił, wywołując na twarzy dziewczyny cień uśmiechu.
 - Taa jasne… - rzekła zrezygnowanym tonem, na co Alex tylko pokręcił głową.
 - Wracając do tematu, spytałaś, a raczej stwierdziłaś, że cię nienawidzę.
 - Tak, przecież to oczywiste, po tym, co zrobiłam. - odpowiedziała.
 - Niki, ja…
 - Nic nie mów, wiem, że cię skrzywdziłam tamtymi słowami, zniszczyłam wszystko, co było, naszą przyjaźń, tę noc… dosłownie wszystko, każdy magiczny element, który nas łączył…
 - Kobieto, możesz choć raz mi nie przerywać? – powiedział lekko drżącym z emocji i irytacji głosem.
 - Ale…
 - Ciii, ja mówię… Nie mogłem cię znienawidzić, choć bardzo się starałem – zaczął, przytrzymując tym samym spojrzenie kobiety, czekającej na ostateczny wyrok – Próbowałem wymazać z umysłu te wszystkie chwile, ciepłe uczucia, które nas łączyły, posunąłem się nawet do nadużywania alkoholu i nie tylko… Jednak to nic nie dało, wciąż o tobie myślałem, patrzyłem na twoje zdjęcie… To wszystko jeszcze bardziej potęgowało ból i złość, które czułem. Zostałem zmiażdżony czymś, czego zupełnie się nie spodziewałem. Zadałaś mi nokautujący cios, a ja mimo to jestem gotów nadstawić drugi policzek. Mam świadomość, że mogę się już nie podnieść, ale muszę wiedzieć, co czujesz. Tylko proszę, bez owijania w bawełnę. Powiedz mi to prosto z mostu. Wiedz tylko jedno. Dla mnie zawsze pozostaniesz najważniejszą.
 - Alex… Powinieneś mnie znienawidzić, za kogo ja się uważałam, żeby po tym, co się stało, po naszym zbliżeniu, powiedzieć, że żałuję. Jestem podłą egoistką, która nie ma uczuć. Wybacz mi… Ja po prostu wystraszyłam się, bałam się tego, co poczułam… Wiem, że to żadne wytłumaczenie, ale tylko takie mam… - powiedziała, jednocześnie szlochając i ujmując w dłonie szorstką od kilkudniowego zarostu twarz Alexandra. On zaś uczynił to samo, ścierając kciukami pojedyncze łzy spływające po jej zaróżowionych policzkach.
- Nie płacz kochanie, proszę... – szepnął, całując słone krople wypływające spod jej powiek. Kobieta na ten gest, po prostu wtuliła się w zagłębienie jego szyi. On zaś przyciągnął ją bliżej siebie i zaciągnął się jej delikatnym zapachem. Mogliby już tak trwać w nieskończoność, jednak zza okna dobiegł ich głośny szum wiatru i donośny stukot kropel deszczu uderzających o parapet, zwiastujący nadciągającą burzę. Tym samym niejako sama matka natura odważyła się przerwać ich intymną chwilę.
 - Zacznijmy wszystko od początku. Proszę – wyszeptał, wciąż wtulony w kobietę mężczyzna.
 - Naprawdę tego chcesz? – spytała Nicole, irracjonalnie bojąc się odpowiedzi.
 - Tak. A ty?
 - Oczywiście, choć nie wiem, czy zasługuję na ciebie…
 - To chyba ja powinienem powiedzieć.
 - Wcale, że nie.
 - Zapomniałem już, że ciężko cię uciszyć, ale może mi się to uda – powiedział Alex, po czym delikatnie, acz sugestywnie zaczął pieścić swoimi ustami jej pełne wargi. Gdy już się od siebie oderwali, na ich uśmiechniętych twarzach widoczna była wyraźna ulga i radość połączona z poczuciem nieprzeniknionej euforii, która ogarnęła ich serca. Ciszę przerwały słowa mężczyzny:
- Nicole, może już byśmy wyszli z tego szpitala? – powiedział.
- Oczywiście, ale drzwi są zamknięte i w dodatku pada…
 - Głuptasie, zawsze pozostaje okno…
 - Powiedz, że żartujesz – rzekła lekko już wystraszona.
 - Nie, poza tym moja kochana siostra nas tu zamknęła i nie wiadomo kiedy raczy wypuścić. – Ledwo zdążył to powiedzieć, a drzwi do gabinetu otworzyły się jak na rozkaz.
 - Dobre, niczym 'sezamie otwórz się'. Laura chyba bała się mojego wychodzenia oknem.
 - Pewnie tak, ale to świadczy tylko o tym, że podsłuchiwała.
 - Wiesz, jakoś nie mam jej tego za złe.
 - Ja też. To co, idziemy?

Kobieta tylko skinęła głową, po czym wyszła z pomieszczenia, a wraz z nią wpatrzony w jej drobną postać brunet. Gdy szli korytarzem obok siebie ich dłonie zaczęły żyć własnym życiem i w niewyjaśnionych okolicznościach znalazły drogę do siebie, porażając przy tym ich właścicieli falą przyjemnej elektryczności.
Zaskoczeni spojrzeli tylko ukradkiem na siebie, uśmiechając się do swoich myśli, po czym wyszli z budynku, wprost na ulewny deszcz, którego zdawali się zupełnie nie zauważać. Jakby na przekór pogodzie, poszli do parku obok kliniki i po prostu zaczęli tańczyć w rytm spadających z nieba kropel, cicho grających świerszczy, a nade wszystko muzyki, którą wygrywały ich serca.

Miejsce ich wariackiego zachowania było wprost idealne. Romantyczne, ciche, jedyne  w swoim rodzaju, wśród wysokich drapaczy chmur i centrów handlowych, stanowiło azyl dla pacjentów szpitala. W ogrodzie znajdowało się mnóstwo kolorowych kwiatów, poczynając od dumnie wyglądających róż, na skromnych, a zarazem małych stokrotkach kończąc. Całość barwnych rabat przecinały ścieżki, wijące się niczym wąż dookoła fontanny w kształcie pary łabędzi…

 *****
     Tymczasem w domu państwa Clarks pani domu przyrządzała ulubioną potrawę swojego męża, który niebawem miał wrócić z pracy. Niedługo po tym jak wyjęła pachnącą ziołami zapiekankę z piekarnika, usłyszała jak ktoś wchodzi do mieszkania. Jak co dzień wyszła do holu, by się z nim przywitać.

- Witaj kochanie. Dobrze, że już jesteś. Właśnie zrobiłam twoje ulubione danie.
 - Cześć skarbie. Padam z nóg. Mmm… zapiekanka, kocham cię.
 - Jednak dobrze mówi powiedzenie – przez żołądek do serca.
 - O tak, a co to za okazja, że ją zrobiłaś?
 - A musi być okazja?
 - Nie, chyba, że chcesz mnie nią przekupić. Mam rację? Hmm, co znowu przeskrobała nasza córka?
 - Powinieneś być detektywem, a nie programistą. Cóż, Niki ma chłopaka, a przynajmniej tak myślę.
 - To źle? Znam go? Coś z nim nie tak?
 - Po pierwsze wolniej, kochany. Po drugie, uważam, że to dobrze, bo jest nim Alex.
 - Alex? Matthews? Mam wyjmować z gablotki broń?
 - David, ani mi się waż! Daj mu szansę.
 - To znaczy, że nie zostanę jeszcze dziadkiem?
 - No wiesz, a czy ja wyglądam już na babcię?
 - W żadnym razie, kochanie i dlatego pójdziesz teraz ze mną.
 - Ale gdzie? A obiad? – spytała zdezorientowana kobieta.
 - Mam teraz ochotę na coś innego niż obiad… - powiedział mężczyzna, biorąc jednocześnie Katharine na ręce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze mile widziane...