Spis

Blog autorski grupy Ailes

4 grudnia 2014

Wyznania rozważnej i romantycznej [5] (Sil)


5.  
„Słuchaj po prostu głosu swego serca. Ono wie wszystko.”
Paulo Coelho — Alchemik


 Szklana, zielonkawa butelka stojąca na stole, była już prawie pusta. Jej zawartość powoli, lecz skutecznie opróżniał mężczyzna, dla którego świat minionego ranka legł w gruzach.
Spytacie, dlaczego? Cóż, może dlatego, że chciał nie myśleć już o Nicole, a może, dlatego, że nie potrafił wyrwać jej z serca? 

Jednak mimo jego usilnych „starań” alkohol nic nie zdziałał. Ona nadal była jego częścią, na zawsze wyrytą w jego duszy, w nim samym, bo prawdziwej miłości, która dopiero co zakwitła niczym piękny kwiat, nie da się ot tak zniszczyć. Róże można ściąć, ale ona, gdy nadejdzie wiosna, znów zaczyna żyć, na nowo wypuszcza z ziemi łodygę, liście, aż wreszcie zakwita... Niestety każda róża ma też kolce…
Jego umysł zaś wciąż dręczyło jedno pytanie – dlaczego? Jednak alkohol zrobił jedną rzecz – odebrał mu zdolność panowania nad sobą. W jednej chwili wstał z łóżka i chwiejnym już krokiem doszedł do drzwi, w które ktoś właśnie zapukał. Zdezorientowany szybko je otworzył, lecz osoba stojąca za progiem na pewno nie była kimś, kogo się spodziewał.
- Pani Clarks? – powiedział zaskoczony widokiem kobiety.
- W tej chwili Katharine, mogę wejść? – spytała brunetka.
- Ależ oczywiście, proszę. – odpowiedział, a cały alkohol w jednej sekundzie zniknął z jego organizmu, a on sam poczuł się jak mały chłopiec, który za chwilę dostanie szlaban za swoje złe uczynki.

Matka Nicole zauważyła butelkę stojącą na stoliku i pokręciła z dezaprobatą głową.

- Whisky… Alex, wiesz, że to nie jest sposób żeby zapomnieć? – powiedziała moratoryjnym tonem, rzucając przy tym karcące spojrzenie w kierunku mężczyzny, niczym surowa pani w szkole.

Mina, jaką miał w tej chwili Matthews sprawiła, że jej wargi ułożyły się w szerokim uśmiechu, a sama ostatkiem sił, próbowała się nie roześmiać. Jednak jej starania spełzły na niczym i chichot, który usilnie powstrzymywała wydostał się z jej ust, a zdezorientowanie na twarzy Alexa jeszcze bardziej się uwydatniło.

Gdy już wreszcie zdołała się opanować, powiedziała:

- Przepraszam, ale jak patrzę na ciebie i moją córkę to nie wiem, czy śmiać się czy płakać… Teraz wybrałam tę pierwszą wersję, bo Nicole patrzyła na mnie dokładnie w ten sam sposób, co ty - z miną zbitego psa, czy też dziecka bojącego się kary… Tyle, że ja nie zamierzam was osądzać, co się stało to się już nie odstanie. Wiem, co was łączyło do tej pory, jak bardzo byliście ze sobą zżyci. Zdaję sobie sprawę z tego, że Niki mogła zawsze na ciebie liczyć, jak na prawdziwego przyjaciela, czy brata, którego niestety nigdy nie miała. Wiem też, że i ty znajdywałeś u niej oparcie, gdy tego potrzebowałeś. Znacie się i rozumiecie tak dobrze, że czasami myślę, że słowa nie są wam potrzebne. Jednak do tej pory nie mogę zrozumieć jak to się stało, że spędziliście ze sobą noc i dlaczego moja córka płakała? Może mi wyjaśnisz?

Na te słowa w Alexa coś jakby wstąpiło. Stracił całkowita kontrolę nad sobą, nad tym, co mówił i robił. Zupełnie jakby to nie był on. Złość, duma, odrzucenie – to wszystko sprawiło, że jego reakcja była taka, a nie inna.

- Chce Pani wiedzieć, dlaczego kochałem się z Nicole? – chciała tego ot co, a rano potraktowała mnie jak zabawkę, którą się zdążyła już znudzić… Dlaczego płakała to nie mam pojęcia i szczerze – nic mnie to nie obchodzi! A teraz gdyby była tak pani miła, proszę o wyjście z mojego mieszkania.

Zszokowana zachowaniem Alexa kobieta, podniosła swoją torebkę i bez słowa wyszła, spoglądając jedynie smutnym i jednocześnie rozczarowanym wzrokiem na przyjaciela swojej córki…
Dzięki swojemu życiowemu doświadczeniu, wiedziała, że mężczyzna tak nie myślał, tylko zawładnęły nim emocje i alkohol, który wypił. Może nie powinna go całkowicie rozgrzeszać, ale nie potrafiła inaczej. Za bardzo go lubiła, by tego nie zrobić. Zbyt długo przyjaźniła się też z jego matką, by mieć do niego żal, czy pretensję. Ostatecznie, widziała jak bardzo on i jej córka cierpieli i dlatego nie mogła zostawić tej sprawy bez wyjaśnienia. Taka już była, jak coś zaczęła to i musiała skończyć. W tym przypadku chodziło o coś naprawdę ważnego – przyjaźń, a może i głębsze uczucie…
Kobieca intuicja podpowiadała jej, że tych dwoje uparciuchów będzie starało się siebie unikać jak najdłużej będzie to możliwe.
Połączenie dwóch wybuchowych temperamentów nie wróży nic dobrego, ale tak jak roślina, bez wody, tak oni nie mogli bez siebie długo wytrzymać. Prędzej czy później i tak któreś z nich dałoby za wygraną i chowając dumę i żal do kieszeni wyciągnęłoby rękę na zgodę. Jednak znając życie byłoby to raczej później… A do tego Katharine postanowiła nie dopuścić.

*****
     Alex siedział na łóżku trzymając dłonie na skroniach i pocierał je, co jakiś czas. Niestety uporczywa migrena zwana potocznie kacem, nie chciała zniknąć niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wręcz jakby na złość mężczyźnie wciąż narastała, przyprawiając go o kolejne fale bólu.
Nagle usłyszał dzwonek swojego telefonu komórkowego. Rozejrzał się po pokoju w poszukiwania miejsca skąd dochodził dźwięk i chwilę potem zlokalizował komórkę leżącą na biurku. Szybko podniósł słuchawkę mając nadzieję, że dzwoni Nicole, jednak to nie jej imię widniało na wyświetlaczu, tylko najlepszego przyjaciela Matthewsa, a zarazem chłopaka jego siostry – Chrisa Wilsona, co sprawiło, że malująca się na twarzy Alexa nadzieja - zniknęła, a pojawiła się maska obojętności…

- Tu Alex, zostaw wiadomość. – powiedział po odebraniu połączenia.

- Bardzo śmieszne bracie. Co tam słychać?

- Jakbyś nie wiedział, nie udawaj… Laura już ci na pewno wszystko wyśpiewała, więc daruj sobie te uprzejmości.

- Stary wyluzuj, nic nie wiem. Serio. Nie rozmawiałem z nią od rana, bo poszła do Nicole. Coś czuję, że przyda ci się wyjście wieczorem. Może byśmy poszli do Desire?

- Może to nie jest taki zły pomysł. Choć dobrym towarzyszem, to ja dzisiaj nie będę.

- Nie gadaj głupot. Zawsze nim jesteś. To do zobaczenia wieczorem, 22, Desire. Pamiętaj!

- Ok, na razie.

*****
- Cześć Kochanie, misja wykonana, choć jak Alex się o tym dowie, to będzie wkurzony…

- Kotek, przecież to dla niego, musimy go jakoś pogodzić z Nicole… Bez naszej pomocy, to oni nigdy nie porozmawiają… żeby tylko się udało. Ja zajmę się Niki, ty moim bratem. Kocham cię za to, że mi pomagasz.

- Wiem.  Kochasz mnie tylko za to? –spytał zaczepnie Chris.

- Hmmm, znajdzie się jeszcze parę powodów, głuptasie.

- Kocham cię moja ty intrygantko.

- Tylko bez takich! – powiedziała z udawanym oburzeniem dziewczyna.

- I tak cię uwielbiam.

- Tylko byś spróbował nie!

- Nie zamierzam tego robić… Wybacz, ale muszę już wracać do pracy, bo szef mnie udusi.

- To dobrze. W takim razie kończymy. Nie martw się, w razie co się zemszczę. Buziaki.

- Pa skarbie. – powiedział tylko mężczyzna, kręcąc przy tym głową w geście niedowierzania. Laura była najlepszą osobą, jaką poznał w życiu. Ciepła, mądra, piękna – po prostu kobieta idealna.
Gdy przyszła odwiedzić Alexa w pracy, nie mógł oderwać od niej oczu, ganiąc się jednocześnie w myślach, że patrzy pożądliwie na dziewczynę kolegi z pracy. Jednak, gdy Matthews przedstawił ją, jako swoją siostrę, Chris odetchnął z wielką ulgą i bez skrępowania wpatrywał się w śliczną brunetkę. Zresztą z wzajemnością. Laura pożerała go wzrokiem. Wysoki szatyn o zielonych oczach i umięśnionej sylwetce wzbudzał ogromne zainteresowanie u płci przeciwnej. Jednak on do tamtego momentu jakoś nie specjalnie reagował na uśmiechy, zalotne spojrzenia, czy trzepotanie rzęsami… Zupełnie jakby czekał na tę jedyną… Dla niego okazała się nią właśnie Laura – uosobienie kobiecości i wdzięku.

*****
     Namówienie Nicole na wyjście do klubu wymagało od Laury nadludzkiego wręcz wysiłku. Biedna musiała godzinę namawiać przyjaciółkę. Na szczęście starania Laury Matthews nie poszły na marne i w końcu Niki zgodziła się na pójście do klubu.
Kilka godzin później wchodziły już do klimatycznego wnętrza, gdzie rozchodziły się przyjemne dla ucha dźwięki. Przestronne pomieszczenie było urządzone w dość odważny sposób, gdyż dominującymi barwami były karmin i czerń. Jednak te kolory nie stwarzały żadnego dyskomfortu, wręcz przeciwnie. Swoją dekadencją wprowadzały osobliwą atmosferę, która przyciągała ludzi. Dodatkowym atutem było lekkie oświetlenie i ustawione na stolikach wazoniki z bukiecikami białych róż. Było to idealne miejsce na romantyczną randkę.

Gdy już usiadły przy stoliku, Laura rozejrzała się po sali w poszukiwaniu swojego brata i Chrisa. Jednak zaraz tego pożałowała, bo zobaczyła Alexa jak całuję się z jakąś kobietą. Na nieszczęście za jej wzrokiem podążyła Nicole. To, co zobaczyła spowodowało, że wzięła torebkę i wybiegła z klubu, przeklinając się jednocześnie od idiotek. Wiedziała bowiem, że gdyby nie jej słowa, wszystko mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Jednak nie potrafiła cofnąć czasu i usunąć z historii dnia, w którym zraniła człowieka będącego dla niej wszystkim… To było po prostu niemożliwe…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze mile widziane...