Spis

Blog autorski grupy Ailes

13 października 2014

Teraz, kiedy tu jesteś (Ania)

Powieść "Teraz, kiedy tu jesteś" powstała sama z siebie. Trudno byłoby chyba prościej to ująć. Podczas pobytu we Włoszech siedziałam nocą nad korektą jednej z moich powieści, "Królowie nocy i dnia". W telewizji puścili piosenkę "Zero Asolutto - Ora che ci sei", a ja bezwiednie otworzyłam nową kartę i gdy się ocknęłam, miałam już napisanych siedem stron. Do tej pory jest to dla mnie niewytłumaczalne. Jest jeszcze coś, jednak przynajmniej na razie zachowam to dla siebie.


Ora cze ci sei, oznacza po włosku, teraz, kiedy tu jesteś... 


Powieść opowiada o Elle Parker, młodej pisarce, która po wielu wydawniczych sukcesach decyduje się wydać pierwszą napisaną przez siebie powieść, której nigdy nie upubliczniła. Ponieważ jest to bardzo ważna dla niej historia, postanawia dopiąć wszystko na ostatni guzik i dopilnować osobiście każdego szczegółu. Istotną dla niej rzeczą jest okładka tej książki, na której chce mieć oczy mężczyzny. Przeszukuje banki zdjęć i agencje fotograficzne, niestety nie może znaleźć tego czegoś, co ostatecznie by ją przekonało. Którejś nocy przegląda w internecie grafikę i wyszukiwarka wyrzuca jej zdjęcie mężczyzny, którego spojrzenie elektryzuje ją. Elle postanawia, że to właśnie te oczy będą na okładce jej książki. Jednak okazuje się, że jest to zdjęcie prywatne, a ona nie ma pojęcia kto na nim jest. Jednak postanawia za wszelką cenę odnaleźć chłopaka ze zdjęcia. Jakie będą konsekwencje i kim okaże się być ten mężczyzna?
Teraz kiedy tu jesteś, to historia dwójki zagubionych ludzi, którzy są dla siebie ratunkiem i zgubą jednocześnie.

Teraz, kiedy tu jesteś


Jestem jedną z tych, którzy kiedy próbują, ryzykując naprawdę wiele, a coś pójdzie nie tak...
Jest dobrze, wszystko jedno... Warto było stracić i zrobiłam to teraz...
Gram o wszystko, wygram lub stracę... 


Teraz...


PROLOG

Pomieszczenie było przestronne. Wielka sala balowa, oświetlona tysiącami świateł, była wysoka na co najmniej dziesięć metrów. Urządzona z przepychem w starodawnym stylu. Już na pierwszy rzut oka widać było jak bardzo jest okazała. Będąc tam, odnosiło się wrażenie, jakby nastąpił jakiś przeskok czasowy, przenoszący w dawne lata. Pełne zbytku oraz luksusów. Czasy, w których królowały bale oraz bankiety.
Ściany w kolorach beżu i ciepłego brązu, gdzieniegdzie przyozdabiane były akcentami złota, które nadawały pomieszczeniu jeszcze bardziej królewskiego wyglądu. Zwisające z sufitu, okazałe, kryształowe żyrandole, mieniły się tysiącem blasków. Wszędzie poustawiane były pozłacane kandelabry z mnóstwem świec. Nieliczne antyczne meble, które stały pod ścianami, również doskonale pasowały do wystroju tego pomieszczenia. Wszystko było idealnie dopasowane i gustownie wykończone. Wielkie lustra wiszące na ścianach, sprawiały, że sala wydawała się być jeszcze większa niż w istocie była. Piękna muzyka, którą wydobywał ze swojego instrumentu mężczyzna, siedzący przy wielkim, czarnym fortepianie, rozbrzmiewała w tej wielkiej auli, której przestronność stwarzała niesamowitą wręcz akustykę. Ludzie stojący pod ścianami, wpatrzeni byli w tańczącą na środku sali parę. Kobiety w pięknych, wieczorowych sukniach oraz mężczyźni w doskonale skrojonych garniturach bezbłędnie wpasowywali się w to wnętrze. Również tańcząca w objęciach chłopaka dziewczyna, wydawała się być perfekcyjnie zsynchronizowana z całością. Ubrana była w śliczną, zieloną suknię, której spory dekolt zasłaniał obejmujący ją mężczyzna. Prawą swą rękę trzymał na delikatnej skórze jej nagich pleców, której nie okrywał w całości aksamitny materiał sukienki. Jej drobna dłoń ginęła w jego ręce. Pomimo wysokich obcasów, musiała zadzierać głowę, aby spojrzeć mu w oczy.
Tańcząc ze sobą nie zwracali na nic uwagi. Wpatrzone w nich oczy zebranych gości, kompletnie dla nich nie istniały. Nie było burmistrza ze swoją wyniosłą małżonką, która zdradzała go z jego sekretarzem. Nie było ministra marynarki i obrony wojennej, który dzisiejszej nocy zamierzał ośmieszyć swego przyjaciela przed aktorką, w której obaj się kochali. Nie istniało w tym momencie nic innego, tylko oni sami oraz ten taniec, który tańczyli. Wpatrzeni w siebie, zasłuchani w muzykę. On trzymał ją delikatnie w swych ramionach, otulając swym stanowczym uściskiem, któremu ona z rozkoszą się poddawała. Prowadził ją pewnie, skupiając się jedynie na niej.
– O czym tak myślisz? – szepnął, a ona westchnęła i spojrzała w jego oczy takim wzrokiem, w którym było jakieś dojmujące ciepło. Delikatność, która momentami nasycona była jakąś sensoryczną zmysłowością.
– Zastanawiam się jak długa jest ta piosenka – szepnęła drżącym głosem.
– Dlaczego? – zapytał, trochę zbity z tropu jej odpowiedzią.
– Chcę wiedzieć, jak wiele czasu jeszcze nam zostało – usłyszał i przymknął nieznacznie oczy.
– Nie mów tak, przecież...
– Milcz. Teraz chcę jeszcze cieszyć się tą chwilą – uciszyła go swym szeptem.
– Będzie ich jeszcze wiele, przecież zobaczymy się jeszcze nie raz – powiedział cicho.
– Tak, ale wszystkie moje chwile będą samotne – powiedziała, a on usłyszał w jej głosie słabo skrywany żal.
– Nie chcę abyś tak mówiła, nie chce nawet abyś tak myślała, to nie będzie konieczne. Zobaczysz, że...
– Przestań – przerwała mu ponownie. – I tańcz, chcę to czuć. Nie odbieraj mi tego, proszę.
– Dlaczego? – zapytał cicho.
– Ponieważ w tańcu mam jeszcze ciebie.
– Przecież mnie masz – powiedział gwałtownie, a ona zadrżała na dźwięk jego głosu.
– Chciałam cię całego – wyszeptała, a on poczuł żal oraz wątpliwości. –  Chciałam tylko dla siebie – zakończyła prawie niedosłyszalnie.
Po raz pierwszy wstąpiła w niego jakaś obawa, że być może podjął złą decyzję, dokonał niewłaściwego wyboru. Chciałam? Dlaczego w czasie przeszłym?
– Proszę... – próbował jej przerwać, lecz nie dopuściła go do głosu.
– Grałam o wszystko, wiedziałam, że mogę wygrać, albo stracić – szepnęła. – Poległam... A teraz zamilcz i trzymaj mnie w ramionach. Mocno, intensywnie. Chcę cię czuć, tak jak wtedy, gdy stało się to po raz pierwszy – szepnęła, a jego oblało nagle gorąco.
Działo się tak za każdym razem, gdy przywoływał te wspomnienia. Tamten czas, kiedy wszystko było takie naturalne i spontaniczne. Oddaleni, zapomniani, cieszący się sobą, byli tacy szczęśliwi. Ukryci przed rzeczywistością oraz całym tym nieprzychylnym dźwiękiem realnego świata.
Przymknął oczy i zacisnął szczękę nie chcąc zdradzić się z tym, co nagle go opanowało. Wiedział, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby teraz spojrzała w jego oczy, przeczytałaby w nich wszystko. Zawsze tak było, spoglądając w nie, czytała w nim niczym w otwartej księdze. Jego oczy były dla niej oczywistością, niczego przed nią nie potrafiły skryć. Tym jednak razem, nie mógł na to pozwolić. W tym momencie, ona nie mogła niczego zobaczyć. Nie mógł ranić jej jeszcze bardziej. Chciał coś powiedzieć, ale poczuł jej palec na swych ustach.
– Zapomnij się – wyszeptała przeciągle, a jego mięśnie gwałtownie stwardniały. – Pamiętasz tamten dzień – usłyszał, ale wiedział, że nie jest to pytanie i ona nie oczekuje jego odpowiedzi.
Nie miał pojęcia jak ma się zachować. Czuł dojmujące pragnienie, aby ją uszczęśliwić, sprawić, by znowu poczuła się tak swobodna jak w tamtym czasie, gdy wszystko było takie proste.
– Ja... – zaczął, lecz przerwała mu w pół słowa, nie pozwalając skończyć.
– Pomyśl sobie, że ponownie tam jesteśmy. Zapomnij się. Wewnątrz nas... – poczuł jej drobną dłoń na swej piersi. – Wewnątrz nas, nadal jesteśmy cali mokrzy i spragnieni.
– Pragnący siebie – wyszeptał i usłyszał jej westchnienie.
– Teraz zapomnij się, na ten jeden moment, dopóki gra muzyka. Teraz znów jesteśmy...
– Przemoczeni i...
– Nienasyceni – wymruczała, a on upajał się tym dźwiękiem. – A później. Wszystko to, co było... Postaraj się po prostu zapomnieć – szepnęła, a on poczuł żal, dotkliwy i przewiercający go na wylot okrutny smutek. Rozgoryczenie, którego on sam był powodem. Ból, który zadawał również jej.
Gdy ostatnie dźwięki zabrała ze sobą cisza, on poczuł jak dziewczyna delikatnie odsuwa się od niego, wymykając się z jego uścisku, z którego z bólem serca ją uwalniał. Powoli otworzył oczy, ale jej już nie było. Zniknęła, niczym w bajce o kopciuszku. Jednak były dwie różnice. Ona nie zgubiła szklanego pantofelka, a on za nią nie pobiegł...


(Do wykonania grafiki użyto zdjęć bez praw autorskich.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze mile widziane...