Spis

Blog autorski grupy Ailes

17 października 2014

Ciemna noc duszy (Noemi Vain)

Opublikowany poniżej tekst był kiedyś częścią większej całości, ale ze względu na zmianę koncepcji powieści został z niej wycięty. Możliwe, że kiedyś na blogu pojawi się coś jeszcze z tej serii.


* * * * *

Puszczyk zahukał ponad lasem, a z nieba spadł rzęsisty deszcz, wsiąkając w kruczoczarne, mocno wycieniowane włosy dziewczyny. Odgarnęła na bok ich kosmyki, szczypiące jej twarz. Jeszcze tylko kilkaset metrów, powtarzała wciąż w myślach, rozglądając się nerwowo na boki. Biegła, ile sił w nogach, ale cel wcale nie zdawał się zbliżać. Błoto wymieszane ze śniegiem obficie pokrywające wijącą się leśną ścieżkę, utrudniało przemieszczanie.

Zmierzała w kierunku domu przyjaciela, znajdującego się pośród wiekowych sosen, gdzieniegdzie przetkanych świerkami. Wiedziała, że to jej jedyna szansa, ostatnia możliwość ratunku. Bieg w stronę miasta nie miał sensu, znajdowała się od niego zbyt daleko. Ucieczka w głąb lasu, który przecież dobrze znała, wydała jej się najrozsądniejszym rozwiązaniem. Z każdą kolejną sekundą jej kroki nabierały zamaszystości właściwej uciekającej pumie. 


Słyszała świst wiatru wzbudzany szybkimi ruchami ścigającego ją osobnika. Chociaż go nie widziała, świetnie zdawała sobie sprawę, że gdyby tylko chciał, bez problemu mógłby ją dopaść. Przeklęła się w myślach za swoją głupotę. Po co wsiadła do samochodu z nieznajomym. To, że był przystojny i wydawał się niegroźny nie stanowiło żadnego usprawiedliwienia. Słyszała o ostatnich porwaniach, ale do głowy jej nie przyszło, że mogłoby to spotkać właśnie ją.

Zauważyła przebijające poprzez gałęzie drzew światła domu przyjaciela. Odetchnęła z ulgą, ale była to przedwczesna radość. Przez swoje rozproszenie, nie zauważyła rozciągniętej w poprzek drogi żyłki. Zahaczyła o nią nogą i runęła jak długa na glebę.

Po chwili usłyszała początkowo cichy szelest liści, który stawał się coraz donośniejszy. Uniosła do góry głowę, tylko po to, by ujrzeć pochylającego się nad nią mężczyznę. W jego przenikliwych, srebrnych oczach czaił się gniew, jednak na usta wystąpił mu kpiący uśmieszek.

- Mówiłem, że ucieczka nie ma sensu, dziecino – wyszeptał złowrogo, unosząc jedną ręką podbródek dziewczyny do góry.

- Proszę nie rób mi krzywdy – wyjąkała, a po jej policzkach popłynęły łzy, które mężczyzna otarł wierzchem dłoni.

- Nie mam takiego zamiaru. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz – rzekł uspokajająco, wzbudzając w dziewczynie iskierkę nadziei. Pośród świstu wiatru dało się dosłyszeć ciche westchnienie ulgi.

Nieznajomy przez chwilę wpatrywał się hipnotyzującym wzrokiem w oczy ciemnowłosej, po czym przybliżył swe wargi do jej ust. – Wszystko będzie dobrze, Jennifer – przemówił bezgłośnie, wzbudzając tym samym drżenie powietrza, które niczym piórko muskało twarz dziewczyny. Owionął ją jego zniewalający zapach, przesyłając dreszcze pożądania po jej ciele. 
 
Skinęła głową, wpatrując się jak urzeczona w mężczyznę. Czuła się bezpiecznie, jakby siedziała właśnie w domu przy kominku wraz z całą rodziną, pijąc gorącą czekoladę. Srebrnooki pomógł jej wstać z ziemi i ujął ją w talii upewniając się, że jej równowaga zostanie zachowana.

Ciągle patrzył na nią tymi swoimi niezwykłymi oczami, jakby szukając czegoś w jej własnych. Odgarnął delikatnie niesforne kosmyki włosów z jej twarzy. – Tak piękna – wymruczał z czułością tuż przy jej uchu. – Musisz być moja – sapnął.

Jennifer skinęła jedynie głową i prawie natychmiast poczuła nieprzepartą ochotę, by zdjąć z siebie wszystkie ubrania. Choć panowała zima i był środek nocy, dziewczyna zaczęła ściągać z siebie kolejne warstwy odzieży. Najpierw na śnieg upadła krwistoczerwona kurtka, a zaraz za nią granatowy sweter i ciemne dżinsy. Brunetka stała przed mężczyzną jedynie w bieliźnie, nie czując ni krztyny wstydu ani zimna. Jedynym, co mogła zarejestrować było palące wręcz pożądanie. 
 
- Oddaj mi się, cała – szepnął w jej włosy, gładząc dłonią spragnioną dotyku skórę swej towarzyszki. Sam jego głos działał na dziewczynę upajająco, zupełnie jak wabik, zwodnicza, śmiercionośna pułapka. Wzdłuż jej kręgosłupa przetoczyła się kolejna fala podniecenia. 
 
- Weź mnie, proszę – kwiliła, wijąc się przed nim. Wewnętrzny głos kazał jej uciekać, ale był zbyt słaby, by przełamać moc uroku nieznajomego. Zrzuciła z siebie ostatnie warstwy materiału kryjące ją przed palącym spojrzeniem mężczyzny. – Proszę, muszę cię poczuć – skomlała, niczym złaknione pieszczoty szczenię. Chwyciła dłoń ciemnowłosego i umiejscowiła ją na swojej odsłoniętej piersi, dokładnie ponad galopującym w szaleńczym tempie sercem.

Jednym stanowczym ruchem przyciągnął ją do pocałunku i, nie prosząc o pozwolenie, wtargnął językiem do wnętrza jej ust. Przesunął ją pod stojące nieopodal drzewo i mocno docisnął jej nagie plecy do chropowatej kory, ciągle zachłannie kosztując jej miękkich warg. Dziewczyna jęknęła, czując napierającą na jej uda męskość obcego, który ciągle łapczywie ją całował. Z każdą sekundą nabierała coraz wyraźniejszego wrażenia, że oddaje mu coś więcej niż tylko własne ciało. Z każdym pocałunkiem stawała się słabsza, jakby mężczyzna spijał z niej życie. Nie była jednak na tyle silna, by to przerywać; rozkosz stała się zbyt pochłaniająca.

Zupełnie bez ostrzeżenia, nieznajomy wyswobodził się ze spodni i wszedł jednym, mocnym ruchem do wnętrza partnerki, popychając ją jeszcze mocniej na drzewo. Jęknęła, wyginając się w łuk. Mężczyzna nadał swym ruchom szalone tempo, dostarczając dziewczynie fizycznego bólu, a wraz z nim fali przyjemności. – Otwórz oczy – wydyszał z mocą. – Muszę widzieć twoje oczy.

Posłusznie wykonała polecenie. Odczuwała zakazaną rozkosz i nie miała zamiaru tego przerywać. Z każdym kolejnym pchnięciem mężczyzny zbliżała się do kresu, była coraz bliżej osiągnięcia upragnionej ekstazy. W jej umyśle kłębiły się myśli, wiedziała, że to, co robi jest złe, czuła, że przyjdzie zapłacić jej za to wysoką cenę. Miała zamiar zaczekać na tego właściwego, ale teraz wydawało się jej, że jest tylko bezwolną marionetką w rękach władczego lalkarza. Była na każdy jego rozkaz, gdyby tylko kazał jej skoczyć w otchłań, oferując w zamian chwilę rozkoszy cielesnej, z radością by to uczyniła.

Kropelki potu spływały po jej skórze, kiedy towarzysz wwiercał się spojrzeniem do wnętrza jej duszy. Nie potrafiła przerwać kontaktu wzrokowego… Nie, ona tego nie chciała. Mężczyzna wsunął rękę pomiędzy ich złączone ciała, potęgując tym samym siłę doznań. 
 
Oczy Jennifer stawały się coraz bardziej zamglone, jej życie było coraz bliżej swego kresu. Nieznajomy wiedział, co zaraz nastąpi, doskonale przewidział ten moment. Pomiędzy kolejnymi ruchami zaczął szeptać formułę w jakimś pradawnym języku. – Ne we passi’ato, me sque servanto. La’crima, la’crima, anima scusia’to. Domine…1

Źrenice brunetki rozszerzyły się, czuła całą sobą, że nadchodzi czas spełnienia. Obezwładniająca przyjemność wybuchnęła w jej wnętrzu, rozsyłając dreszcze po całym ciele. Jej gardło opuścił donośny krzyk - wymieszanie wyrzutów sumienia, rozpaczy, strachu i niewysłowionej rozkoszy. Wygięła się w łuk, zastygając w ekstatycznej pozie.

W tej samej sekundzie poczuła przenikliwy ból promieniujący z okolicy serca. Mogłaby przysiąc, że wola życia opuszczała jej ciało. Spojrzała w dół, dostrzegając, że z jej lewej piersi sterczał srebrny nóż, którego rękojeść zdobiła starożytna inskrypcja: plątanina dziwnych znaków i kształtów. Spod jego ostrza, w rytm bicia serca, które wystukiwało już swe ostatnie uderzenia, tryskała krew.

- Dlaczego? – wydyszała, z przerażeniem stwierdzając, że umiera.

- Exteego – szepnął mężczyzna, zbliżając się do pocałunku. Złączył ich wargi do ostatniego kontaktu. Nowa fala energii zasiliła jego ustrój. Wyciągał z dziewczyny jej siły witalne, odbierał jej resztki duszy. Oślepiające swym blaskiem światło eksplodowało z ciała ciemnowłosej na ułamek sekundy, po czym wniknęło do oczu nieznajomego.

Lekko zachwiał się do tyłu, wypuszczając z objęć bezwładne ciało swojej partnerki, które z łoskotem osunęło się na ziemię. Dokoła dziewczyny zaczęła tworzyć się kałuża krwi, prawie natychmiast wsiąkająca w śnieg.

- Jeszcze dziewięć, panie. Jeszcze dziewięć i zbiorę wystarczającą ilość mocy – rzekł hardo w ciemność. Choć wiedział, że jego pan go nie słyszy, miał świadomość, że wkrótce się to zmieni. Ze stygnącego ciała wyciągnął nóż i włożył go do kieszeni ciemnego płaszcza.

Przyklęknął przy Jennifer i przymknął dłonią jej rozwarte szeroko powieki. – Angustia’ato descendo, anima meija – szepnął, po czym wstał, wciągnął na siebie spodnie i zniknął w ciemności, pozostawiając za sobą jedynie martwą ciszę i pozbawione duszy naczynie.
___________________________________________
1Język stworzony przeze mnie na potrzeby tej historii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze mile widziane...